Sztandar Gminy Ciepłowody

Poświęcenie i nadanie sztandaru Sołectw Gminy Ciepłowody odbyło się przy okazji mszy świętej dziękczynnej sprawowanej z okazji święta plonów w kościele Niepokalanego Poczęcia NMP w Ciepłowodach. Symboliczny gwóźdź został wbity m.in przez inicjatora tego przedsięwzięcia Sołtysa wsi Jakubów Józefa Białkowskiego oraz Wójta Gminy Ciepłowody Łukasza Białkowskiego
#Ciepłowody #SztandarSołectwGminy

Jest decyzja środowiskowa dla S8 między Łagiewnikami a Wrocławiem

Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska we Wrocławiu wydał decyzję środowiskową dla odcinka drogi ekspresowej S8 Łagiewniki – Wrocław (Magnice). To oznacza, że rekomendowany przez GDDKiA wariant przebiegu tego odcinka (WPR1) został zatwierdzony.

Po szczegółowej analizie wariantów trasy drogi ekspresowej, zapadła decyzja środowiskowa, określająca w jakim wariancie będzie ona realizowana. Jest to bardzo ważny krok w realizacji inwestycji

Decyzja środowiskowa (DŚU) jest to skrót od Decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację przedsięwzięcia, która jest wydawana w sytuacji gdy przedsięwzięcie może znacząco wpływać na środowisko. Jej wydanie jest poprzedzone szczegółową analizą różnych wariantów trasy, w których uwzględnia się aspekty techniczne, środowiskowe, społeczne oraz ekonomiczne. Ponadto przy wydaniu tej decyzji bieżę się pod uwagę konsultacje społeczne.

 

Trasa planowana jest na długości 32,6 km, przebiegać będzie przez tereny gmin Łagiewniki, Jordanów Śląski, Sobótka, Kąty Wrocławskie i Kobierzyce.

Zakres prac

W ramach zadania zaplanowano budowę pięciu węzłów drogowych:

  • węzeł Łagiewniki – połączenie z drogą wojewódzką nr 384,
  • węzeł Trzebnik – połączenie z drogami krajowymi nr 8 i 39,
  • węzeł Jordanów Śląski – połączenie z drogą krajową  nr 8 oraz drogami powiatowymi DP2075D oraz DP1989D,
  • węzeł Owsianka – połączenie z drogą wojewódzką nr 346,
  • węzeł Chrzanów – połączenie z drogą krajową nr 8 oraz z Autostradową Obwodnicą Wrocławia A8.

850 kilometrowa droga z Kudowy – Zdrój do Budziska łączy niejako Czechy z Litwą i sprawiam że jest to najdłuższa droga krajowa w Polsce. W tym aż 500 kilometrów jest drogą ekspresową. Na Dolnym Śląsku S8 ma prowadzić do Boboszowa

Droga ekspresowa S8 od Wrocławia do Kłodzka została podzielona na krótsze odcinki:

  • Kłodzko – Ząbkowice Śląskie (pododcinek Kłodzko – Bardo i Bardo -Ząbkowice Śląskie),
  • Ząbkowice Śląskie – Łagiewniki
  • Łagiewniki – Wrocław (Magnice).

Realizacja drogi ekspresowej S8 od Wrocławia do Barda planowana jest w systemie Projektuj i buduj w latach 2023-2027.

 

Rowerem znad Morza Czarnego w Bieszczady. część 3 – Skarby ukryte w skałach.

Podróżowanie na rowerze ma pewne ograniczenia, nie można zobaczyć wszystkiego, co by się chciało, ale z drugiej strony zmusza to do pewnego wyboru i rozsądnego planowania trasy. Czasem jednak plany weryfikuje droga, my przez 20 lat nauczyliśmy się, że czasem się trzeba poddać sytuacji i po prostu kręcić, a za  zakrętem pojawi się coś niespodziewanego.

Kierujemy się w stronę granicy bułgarsko-rumuńskiej do miejscowości Ruse. Tam znajduje się jeden z dwóch mostów na Dunaju, po którym można przejechać na Rumuńską stronę. Jednak nim tam dotrzemy wjeżdżamy w malowniczą dolinę rzeki Rusenski Łom, gdzie w XIII wieku powstał potężny kompleks świątyń i klasztorów wykutych w wapiennych ścianach rozległego kanionu. Z kilkudziesięciu obiektów zachowany najlepiej jest monastyr Michała Archanioła, wpisany na Listę dziedzictwa UNESCO i chcemy go zobaczyć, reszta jest obecnie niedostępna ze względu na działania rzeki i zagrożenie zawaleniem.

Gdy zjeżdżamy do kanionu rzeki, upał spotęgowany zwiększoną wilgotnością robi się nie do wytrzymania, a dodatkowo bardzo bogata roślinność sprawia wrażenie, że znajdujemy się w tropikach. Nie bez trudu docieramy do punktu wyjściowego, z którego na piechotę już trzeba wspinać się do zawieszonego ponad 30 metrów nad dnem doliny wejścia do świątyni. Wdrapujemy się na skalną półkę i z ulgą wchodzimy do skalnej wnęki a tam ku naszemu zdziwieniu czeka przewodnik. Kupujemy bilet wstępu, ale za niego otrzymujemy bardzo interesująca historię, z pakietu dostępnych języków wybieramy rosyjski, słuchamy jak mnich Joachim po powrocie z góry Athos zakłada klasztor, wokół którego bardzo szybko rozwija się wspólnota, wspierana przez bułgarskich carów z niedalekiej stolicy odrodzonego bułgarskiego państwa Wielkiego Tyrnowa. Czasy świetności niepodległego królestwa Bułgarii trwają jednak krótko, rozrastające się Imperium Osmańskie podbija Nizinę Naddunajską, wojna dociera również do monastyru. Pomimo zniszczeń, część mnichów żyje w otaczających dolinę jaskiniach, ale zaczyna się upadek wspólnoty. Na kilkaset lat świat zapomina o ukrytych w skałach świątyniach, jedynie poszukiwacze skarbów penetrują je w poszukiwaniu ukrytego złota.

Ponowne ich odkrycie następuje na początku XX weku. Francuscy naukowcy odkrywają wejście do monastyru, muszą wysadzić jedną ścianę, bo drewniane schody, które prowadziły do zawieszonego na skalnej półce wejścia już dawno znikły. Ich oczom ukazują się piękne malowidła pokrywające ściany i sufit wykutych w skale pomieszczeń świątyni. Przewodnik omawia nam każde z zachowanych malowideł, chętnie odpowiada na nasze pytania, widać że nie jest to tylko jego miejsce pracy, że on też, jak mieszkający tu przed wiekami mnisi przesiąka duchem tego miejsca. Odwiedziliśmy w naszych wędrówkach już wiele potężnych europejskich katedr, ale to ukryte w kilkumetrowej wnęce skalnej miejsce modlitwy szukających ciszy ludzi jest równie piękne i chyba też nam trochę bliższe.

Udajemy się na punkt widokowy na całą dolinę Rusenskiego Łomu, widok majestatyczny, ale bijący od skał żar wygania nas, wracamy do Iwanowa, koło którego położony jest kompleks skalnych cerkwi – musimy uzupełnić zapasy, przede wszystkim płynów, bo z tym bardzo krucho. Teraz pozostało nam już tylko kierować się na most na Dunaju. Szukając noclegu natrafiamy na mapie na kolejną ikonę cerkwi a obok niej informacje, że jest jakieś ujęcie wody. Kierujemy się tam. Tuż za miejscowością Basarbowo odnajdujemy piękny wykuty w skale kolejny monastyr, rozbijamy namiot na parkingu na przeciw wybudowanej u jego podnóża cerkwi. Kolacja przy zachodzącym słońcu oświetlającym ostatnimi promieniami przyklejone do skał świątyni eremy smakuje zdecydowanie lepiej, pomimo tego że w garnku chińska zupa i suchy chleb z pasztetem.

Wstajemy wczesnym rankiem a ku naszemu zdziwieniu monastyr już otwarty, w jego bramie kupujemy za ostatnie lewy pamiątki i wspinamy się po wąskich stromych stopniach na skalną ścianę, umiejscowione na niej są dwie świątynie, cele mnichów oraz kilka pomieszczeń gospodarczych i modlitewnych. Cały kompleks obecnie poświęcony jest świętemu Dimitrowi Basarbowskiemu. To on swoim ascetycznym życiem rozsławił ten klasztor, wypraszając okolicznej ludności wiele łask, po które do dziś przybywają liczni pielgrzymi do cerkwi, ich spisane prośby o wstawiennictwo, wypełniają wiele szczelin w murach, załomów skał.  Ikona świątobliwego mnicha znajduje się w dolnej cerkwi. Gdy ją odwiedzaliśmy, modlący się tam zakonnik zapytał nas o imiona i włączył nas do swojej modlitwy. Jestem pewien, że tego duchowego wsparcia w naszej dalszej wędrówce nie zabrakło.

 

Kierujemy się na Ruse, wybieramy opcję najprostszą, ale nie najłatwiejszą. Wjeżdżamy na główną arterię prowadzącą wokół miasta, kierującą nas bezpośrednio na przeprawę przez Dunaj. Trzeba mocno naciskać na pedały, żeby płynnie uczestniczyć w ruchu, ale 45 minut szybkiej jazdy doprowadza nas do mostu. A na nim – ku naszemu zaskoczeniu – tylko dwa wąskie pasy ruchu i mnóstwo TIRów. Na szczęście ruch samochodowy przyhamowały bramki opłaty za przejazd i wskoczyliśmy na most przed ciężarówkami, 2800 metrów potężnych kratownic, pod którymi w dolnej części znajduje się torowisko staramy się pokonać jak najszybciej, nie ma czasu nawet na pamiątkowe zdjęcie, bo już za nami słychać nadjeżdżające pojazdy.

Po 375 kilometrach bułgarskich dróg zaczynamy kolejny etap, Rumunia a w niej główny cel: Droga Transfogarska, a potem Transylwania.

Lewin Kłodzki świętuje XXX-lecie uzyskania odrębności samorządowej

Minęło już 30 lat od wywalczenia przez Lewin odrębności samorządowej i posiadanie własnej gminy. Była to wspaniała okazja do świętowania i uczczenia wyjątkowej postaci Lewina Kłodzkiego, śp. Violette Villas. Podczas panelu samorządowego mieliśmy przyjemność porozmawiać ze Starostą Kłodzkim, Maciej Awiżeń, Krystyna Śliwińska Radna Rady Powiatu Kłodzkiego, Przewodniczącą Rady Gminy Pierwszej Kadencji Barbara Drożyńska, Wójt Gminy Lewin Kłodzki trzech kadencji, Jerzy Cierczak oraz Pani wójt Joanna Klimek-Szymanowicz Wójt Gminy Lewin Kłodzki wraz z ogromnym wsparciem fanów (m.in Pan Artur Bauc), zorganizowała I Ogólnopolski festiwal piosenki Viletty Villas.

Ponad miliard zł inwestycji światowego potentata spożywczego na terenach od Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej S.A.

Dzięki działaniom Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Środzie Śląskiej (woj. dolnośląskie) powstanie ultranowoczesny i zrównoważony środowiskowo zakład PepsiCo produkujący przekąski. Projekt przyczynia się do stałego, zrównoważonego rozwoju polskiej gospodarki, tworzenia nowych miejsc pracy, a także rozwoju lokalnych społeczności.

Przemysław Bożek Prezes LSSE S.A.

Miesiące negocjacji i rozmów połączone z ciężką pracą naszych specjalistów przyniosły zamierzony efekt. Na 30 hektarowej działce powstanie największa inwestycja PepsiCo w Polsce. To krok w przyszłość, krok w nowoczesne technologie oraz krok w bezpieczne i ekologiczne miejsca pracy. – podkreśla Przemysław Bożek Prezes LSSE S.A.

Inwestycja to prawie 55 000 m2 zabudowanej powierzchni, na której zatrudnienie znajdzie ponad 450 osób. 8 linii produkcyjnych o najniższym zużyciu mediów (wody, energii, gazu) na 1 kg produkcji oraz technologie przyszłości, czyli pasywna technologia budynku produkcyjnego o najwyższych parametrach ekologicznych – pierwszy na świecie obiekt PepsiCo zaprojektowany w oparciu o pomiar emisji CO2 w całym cyklu życia: projektu, budowy i eksploatacji, to główne filary odpowiedzialności ekologicznej PepsiCo.

Jestem dumny, że nasza strefa będzie miejscem, w którym nowoczesne technologie wspierają rozwiązania proekologiczne dążąc do poprawy jakości życia i pracy mieszkańców naszego regionu -dodaje Prezes Bożek

Fabryka to także ochrona środowiska, dlatego obiekt docelowo ma posiadać własne rozwiązania fotowoltaiczne na budynku biurowym, najlepszą w swojej klasie zakładową podczyszczalnie ścieków oraz punkty zasilania samochodów elektrycznych na parkingu osobowym. Zakład ma osiągnąć neutralność klimatyczną do 2035 roku.

 

Inwestycja będzie opierać się o lokalnych dostawców, będąc impulsem dla dalszego rozwoju polskiego rolnictwa. Nowy zakład przyczyni się jeszcze większej współpracy z polskimi rolnikami dostarczającymi ziemniaki i kukurydzę uprawiane wyłącznie w sposób zrównoważony.

 

To z czego cieszę się najbardziej to wsparcie dla polskiego rolnictwa. Rozmawiając z naszymi inwestorami wielokrotnie podkreślaliśmy, jak ważny jest wpływ inwestycji na środowisko, gospodarkę ale przede wszystkim na rolnictwo i mieszkańców regionu. Inwestycja, to dodatkowe 60 000 ton ziemniaków rocznie, od 10 000 ton kukurydzy w 2023 roku do 30 000 ton kukurydzy w 2027 roku oraz ponad 20 nowych lokalnych dostawców – Piotr Wojtyczka Wiceprezes Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Wysiadamy na Przystanku Niepodległość

To już szósty rok z rzędu, gdy na Ziemi Kłodzkiej spotykają się patrioci, którym leży na sercu dobro Polski.  Tegoroczną edycję  Przystanku Niepodległość po raz kolejny objął swoim patronatem Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki  oraz J. E. Ks. Biskup Marek Mendyk, ordynariusz świdnicki.

Wydarzenie zaplanowane jest na 3 – 5 września, tj. tydzień przed beatyfikacją Kardynała Stefana Wyszyńskiego, co w sposób oczywisty determinuje tematy wykładów i paneli dyskusyjnych, a hasło PN VI edycji  brzmi „Nie ma Polski bez Krzyża”. W debacie udział wezmą J.E. ks. Biskup Ignacy Dec, o. Mariusz Bigiel SJ, o. Zdzisław Świniarski SSCC.

Przez 3 dni uczestnicy będą analizować sytuację społeczno-polityczną w Polsce, w debatach dyskutować  o naszej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. O  szansach, zagrożeniach, ważnych bieżących wydarzeniach w kraju i na świecie.

Tematy poruszane w trakcie spotkań dotyczyć będą także  Żołnierzy Wyklętych, bohaterów Solidarności, przyjaźni polsko-węgierskiej oraz tragedii smoleńskiej.

W dyskusjach wezmą udział wybitni publicyści, historycy oraz politycy: m.in. min. Antoni Macierewicz, prof. Krzysztof Szwagrzyk, prof. Zbigniew Krysiak, prof. Aleksander Nalaskowski, min. Przemysław Czarnek,kurator Barbara Nowak, min. Olga Semeniuk, wicekonsul Węgier Adam Szesztay, dziennikarze – Jacek Karnowski, Dorota Kania, Adrian Stankowski, Antoni Trzmiel, Grzegorz Górny, Piotr Dmitrowicz, Tadeusz Płużański.

Nie zabraknie także koncertów patriotycznych –  Pawła Piekarczyka,  Leszka Czajkowskiego oraz Orkiestry  Komendy Wojewódzkiej Policji z Wrocławia, obejrzymy spektakl teatralny „Nie ma Polski bez Krzyża” w reż. Wojciecha Rohatyna Popkiewicza. Z koncertem wystąpią „Trubadurzy”.

Wydarzeniu będą towarzyszyć  wystawy oraz statyczny pokaz broni 22. Karpackiego Batalionu Piechoty Górskiej z Kłodzka, pokaz filmu „Wiktoria 1920”prezentowany przez Biuro Programu „Niepodległa”.

Wydarzenie to  nie mogłoby się jednak odbyć bez wsparcia  Sponsora Strategicznego czyli PZU oraz Sponsora, którym jest Bank PKO S.A.

Zapowiada się więc, że w Polanicy Zdroju, w dniach od 3 do 5 września  bić będzie serce Polski.

 

 

Kontakt z organizatorem

Krystyna Śliwińska

Tel. 604 453 771

krystyna.sliwinska@onet.eu

Strażacy OSP z regionu otrzymają dotacje na specjalistyczne wyposażenie

Zarząd WFOŚiGW we Wrocławiu przyznał dotacje dla dolnośląskich jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej. Strażacy z regionu wiedzą, na co przeznaczą pieniądze z WFOŚiGW. Wnioskowali m.in. o środki na zakup: agregatów, pilarek, motopomp, detektorów do pomiaru stężeń tlenu i dwutlenku węgla a także specjalistycznych ubrań. To sprzęt niezbędny do prowadzenia akcji ratowniczych i usuwania skutków zagrożeń.

To w ostatnich latach kolejne już wsparcie dla strażaków ochotników z naszego województwa. Dobrze wyposażeni ratownicy mogą bezpiecznie wykonywać swoje zadania, a to z kolei wpływa na poprawę bezpieczeństwa mieszkańców. Mogliśmy się o tym przekonać w ostatnim czasie, gdy ochotnicy walczyli ze skutkami burz w naszym regionie – mówi Łukasz Kasztelowicz, prezes zarządu WFOŚiGW we Wrocławiu.

Dotacje w wysokości ponad 1,6 mln zł pozwolą na dofinansowanie 217 jednostek OSP.

Lista jednostek OSP dostępna jest na stronie www. wfosigw.wroclaw.pl/aktualnosci

Rowerem znad Morza Czarnego w Bieszczady cz.2. Klątwa Jeźdźca z Madary.

Bułgaria to zdecydowanie nie jest raj dla rowerzystów, na drodze nie spotykamy ich zbyt wielu, a i drogi temu nie sprzyjają. To zdecydowanie raj dla fanów motoryzacji w wersji oldtimer. Można tu w każdej większej miejscowości kupić samochody królujące na drogach w Europie Zachodniej w latach 80-tych, w Polsce na przełomie wieków a obecnie mknące po bułgarskich bezdrożach. A że podzespoły są trudno dostępne w sklepach, to small biznes bułgarski opiera się na handlu częściami zamiennymi, wulkanizacji oraz wszelkich naprawach wykonywanych przez lokalnych wirtuozów mechaniki samochodowej. Jedni tworzą wspaniałe dzieła, których nie powstydziły się klasyczne parady zabytkowych aut, inni raczej wzorują się na dziełach Picassa… ale o gustach się nie dyskutuje.

Rowerzysta z sakwami wśród fanów motoryzacji wzbudza prawdziwe zainteresowanie. Pierwsze pytanie, które zazwyczaj słyszymy, gdy okazuje się, że po bułgarsku nie rozumiemy to „Are you German?” co od razu kojarzy mi się z moim ulubionym filmem „Piąty element”. Dla tych co nie mieli okazji obejrzeć wyjaśniam, iż – delikatnie to ujmując – przypominamy istoty z innego świata. Bo i po co w temperaturze 40 stopni, zasuwać obładowanym rowerem przez raczej nieatrakcyjne z punktu widzenia kierowców okolice. Ale dla nas liczy się cel.

Do wykutego w skale Jeźdźca z Madary docieramy późnym popołudniem. Droga nie jest zbyt ciekawa, mnóstwo aut, upał i jedyna rekompensata to aromatyczne pola lawendy. Późnym popołudniem docieramy do podnóża wzniesienia, na którego stromych ścianach wykuto majestatyczną postać legendarnego bułgarskiego wodza Khana Tervela. Ostatni odcinek drogi do turystycznego centrum będącego punktem wyjścia na platformę widokową to dwunastoprocentowa wspinaczka i pierwsze wpychanie roweru pod górę. Na szczęście tylko kilometr! Bilet w przystępnej cenie, ruszamy długimi ścianami na spotkanie z historią Bułgarów, w końcu nie na darmo nadłożyliśmy drogi. Entuzjazm związany z szansą na spotkanie z jedyną tego typu atrakcją w Europie szybko jednak mija. Gdzieś w oddali na oświetlonej słońcem ścianie majaczy jakaś postać, coś co wydawało mi się platformą widokową z której można by podziwiać relief, jest raczej pozostałością zamysłu … nie wiadomo kogo i czego. Stalowa, rurowa konstrukcja przytłacza wszystko, niszczy klimat miejsca. Kilka szybkich fotek i skrywam się w cieniu, zoom w aparacie pozwala przyjrzeć się postaci z bliska i tyle. Lekko zdegustowany schodzę na dół, a bilet przestaje mi się wydawać już tani. Kilka łyków wody, trochę narzekania, że szkoda było w upale nadkładać kilometrów, nabijamy się z potężnego Khana i lwa-kuny u jego stóp. I puszczamy się w dół…
Potęgi jednak starożytnych mocy lekceważyć nie wolno, jedna mała, niepozorna dziura na zjeździe i karma wraca. Po małej przekąsce i mrożonej kawie w cieniu wsiadam na rower a tam flak. Oglądam koło, niby wszystko ok, pompuję, ciśnienie trzyma,  ale po chwili znów powietrze schodzi. A potem przez ponad dwie godziny wymieniamy, dętkę, oponę, kolejną dętkę a po chwili jeszcze jedną, ostatnią! I przez kilka kilometrów męczymy się aby koło ułożyło się na obręczy. A ze skalnego klifu gdzieś z oddali bułgarski wódz spogląda na nas, coś mi się zdaje, że z delikatnym uśmiechem na kamiennej twarzy.

Dzień po tej nerwówce nie układa się, ruch na drodze straszny, długie, męczące podjazdy, nerwowi kierowcy, wypiliśmy cały zapas płynów. I gdy już mam dosyć i snuję czarne wizje dalszej wędrówki, pojawia się nadzieja. Postanawiamy odbić i pojechać inną trasą dalej, krajobraz się zmienił, droga spokojniejsza, znów pojawiły się pola lawendy, plantacje truskawek, czarnej porzeczki, jedyne czego brakuje to kilku solidnych łyków zimnej coli. Gdzieś z tyłu pojawiają się ciemne burzowe chmury, które mobilizują do mimo wszystko intensywniejszej jazdy. Na szczęście Bułgarzy lubią z braku innych atrakcji biesiadować pod sklepem w sobotnie popołudnie, trafiamy na otwarty sklep, robimy zapasy i postanawiamy szukać miejsca na nocleg. Tym razem nie będzie luksusów, w wysokiej trawie nad brzegiem rzeki, atakowani przez hordy wściekłych komarów rozbijamy namiot i dusimy się w parnym namiocie.

Noc nie była miła, snu niewiele. Ale rano wiemy, że aby pozbyć się „klątwy” rzuconej przez Jeźdźca z  Madary, trzeba poszukać antidotum. Wyznaczamy nowy cel – wykute w skale cerkwie w Iwanowie, kolejna z bułgarskich atrakcji z Listy UNESCO.

Nowy dzień, nowe siły. Postanawiamy ominąć łukiem Razgrad, mam nadzieję, że fani Łudogorca mi to wybaczą.  Wybieramy boczne drogi może trochę bardziej wyboiste,  ale spokojniejsze. W Popowie robimy smaczne zakupy na targowisku i nawet udaje się nam odszukać sklep rowerowy, gdzie kupujemy nowe dętki. Z nową energią ruszamy dalej, no może tylko kierunek na miasteczko Dwie Mogiły nie jest najszczęśliwszy, ale nowe atrakcje przed nami.

Premier Mateusz Morawiecki spotkał się z samorządowcami w Kamieńcu Ząbkowickim

Premier Mateusz Morawiecki pojawił się w Kamieńcu Ząbkowickim, gospodarzem wydarzenia był Panem Marcin Czerniec – Burmistrz Gminy Kamieniec Ząbkowicki. Głównym celem wizyty było spotkanie z samorządowcami z subregionu wałbrzyskiego. Podczas konferencji odniósł się do programu rządowego „Polski Ład” dotyczącego wsparcia finansowego samorządów. Udało nam się zapytać o komentarz i wrażenia po tej konferencji Panią burmistrz Bystrzyca Kłodzka Renatę Surmę, Pana burmistrza Bardo – Miasto Cudów Krzysztof Żegański, oraz Panią burmistrz Złoty Stok Grażyna Orczyk, niektórzy zdradzili nam swoje plany dotyczące przyszłych inwestycji, które mają nadzieję zrealizować m.in dzięki rządowego programu „Polski Ład”.

Każdy JUBILEUSZ ma swój początek, choć historia dalej się toczy…

Był rok 1989 r. Zamykam oczy i przywołuję w pamięci tamte czasy… Sala widowiskowa w ówczesnym Domu Kultury w Lewinie Kłodzkim wypełniona po brzegi mieszkańcami, którzy przyszli na spotkanie (ponad 250 osób). Po co i dlaczego przyszli?

Ludzie z różnych powodów zmieniają miejsce dotychczasowego zamieszkania. Ja i moja rodzina, w 1987 r. zamieniliśmy mieszkanie w Gdańsku na Lewin Kłodzki.  Podobnie Jerzy Cierczek przyjechał z Kobierzyc do Lewina Kłodzkiego. Tu znalazł żonę, założył rodzinę. Z Jurkiem poznaliśmy się w 1989 r., w Kudowie na spotkaniu Komitetu Obywatelskiego… bo oboje, on w Kobierzycach, a ja w Gdańsku, kibicowaliśmy zmianom społeczno – politycznym, które uruchomiła Solidarność w 1980 roku. Warto wiedzieć, że byliśmy młodzi, nie mieliśmy doświadczeń ani społecznych, ani politycznych. Ja 32- letnia wówczas kobieta, a on 28 – letni mężczyzna. Postanowiliśmy odmienić rzeczywistość, w której przyszło nam żyć…

Inspiracja zmian zaczyna się od siebie, ale inni zawsze pomagają, jeśli łączy nas wspólne dobro

Cóż powiedzieć… w 1989 r., zarówno stali mieszkańcy, jak i my (ci obcy – jak ktoś nas wtedy nazywał), nie byliśmy zachwyceni miejscem życia, które wybraliśmy, choć dookoła było pięknie. Bo położenie gminy ma przepiękne walory naturalne. Lewin Kłodzki, jak wtedy mawiałam, był brzydkim podwórkiem Kudowy Zdrój. Do 1990 r. przynależał do  MiG Kudowa Zdrój. Przez ponad 25 lat  był zaniedbywany i zapomniany przez wspólne władze MiG. Dwa funkcjonujące organy o odmiennych interesach i specyfice rozwoju, połączono bodaj w 1974 r. w jeden organ administracyjny MiG Kudowa Zdrój. Siedzibą władz była Kudowa Zdrój. Dla mieszkańców gminy Lewin Kłodzki, decyzja o połączeniu w latach 70,  aż do roku 1990,  oznaczała przez wiele lat  stagnację i regres.

To co brzydkie może stać się piękniejsze

Cokolwiek by nie powiedzieć o zakresie ówczesnych zaniedbań, to właśnie Lewin Kłodzki dla przyjezdnych stał się ich  nowym domem, a dla większości Mieszkańców był ich domem od zawsze, od kiedy tu zamieszkali, czy tu się urodzili. Jako młodzi i nowi mieszkańcy, zainspirowani przez Starszyznę, postanowiliśmy brać sprawy w swoje ręce. Najpierw zaprosiłam do współpracy moich najbliższych sąsiadów –  byli to: Terenia Strykozów, Adam Proracki, i Jurek Cierczek, a potem sukcesywnie dołączali inni.

Sojuszników zmian znaleźliśmy w Mieszkańcach, to oni wyznaczyli nam cel

W pamiętnym 1989 r., podczas zebrania, o którym wspomniałam na początku, wybrano nowy  Komitet Mieszkańców Lewina Kłodzkiego. Do grupy inspiratorów zebrania, dołączył z woli zebranych, dziś już śp. Andrzej Bednarek, który w tym czasie prowadził remont pięknej barokowej Kamienicy w Rynku. Podczas pamiętnego zebrania, nowy Komitet Osiedlowy Mieszkańców został zobowiązany przez zebranych, do podjęcia starań o przywrócenie gminie samodzielności. I to wyzwanie podjęliśmy.

1990 r. – pierwsze samorządowe  wybory w Polsce

Jednak pierwsze wybory samorządowe w Lewinie Kłodzkim, w 1990 roku, jeszcze były wyborami do wspólnej Rady Miasta i Gminy Kudowa Zdrój, w której na 22 radnych mieliśmy tylko 4 radnych z naszej gminy. Do nich należeli Krzysztof Piechnik, Stanisław Majcher, Grzegorz Żyła, i ja, Barbara Drożyńska. Po pierwszych samorządowych wyborach rozpoczęliśmy pracę w Radzie MiG Kudowa Zdrój. Dzięki Jurkowi Cierczkowi, o którym wyżej wspominam, który przecierał szlak wiodący do nowego podziału administracyjnego poprzez oddzielenie Miasta od Gminy, jako radni, z udziałem innych mieszkańców, podjęliśmy formalne działania w tym właśnie kierunku. Pamiętam, że w 1990 r. niektórzy mieszkańcy Lewina robili zakłady, nie mając wiary, że uda się przywrócić samodzielność gminie. Droga nie była łatwa. Trzeba było najpierw przekonać 18 radnych z Miasta Kudowy, że ten podział będzie uzasadniony i korzystny dla mieszkańców gminy wiejskiej i dla uzdrowiskowego Miasta Kudowa Zdrój. W efekcie  udało się uzyskać zgodę na odłączenie się Gminy Lewin Kłodzki od Miasta Kudowy Zdrój. Większość Rady MiG Kudowa Zdrój zagłosowała za rozłączeniem miasta i gminy. To był nasz pierwszy sukces. Potem trzeba było przekonać Sejmik Samorządowy w Wałbrzychu, i to też się udało. Muszę powiedzieć, że do dzisiaj pamiętam moje bijące serce, trzęsące się nogi, ale i swoją determinację, gdy przekonywałam radnych Sejmiku w sprawie zasadności naszego wniosku o konieczności rozłączenia się miasta i gminy.

Radni Gminy Lewin Kłodzki 1991-2021

Rok 1991 r. – był początkiem XXX JUBILEUSZU, który obchodzimy w Gminie Lewin Kłodzki

W rezultacie wszystkich działań,  4 stycznia 1991 r., decyzją Prezesa Rady Ministrów, dokonano nowego podziału administracyjnego oddzielając Miasto Kudowę Zdrój od gminy wiejskiej Lewin Kłodzki. Dzień wyborów samorządowych uzupełniających do Rady Gminy Lewin Kłodzki ogłoszono na początek maja 1991 r.  Radni dotychczasowi (4 z gminy) automatycznie przeszli do Rady Gminy, a kolejnych 11 radnych wybrali Mieszkańcy Gminy Lewin Kłodzki. 20 maja 1991 r. na pierwszej sesji Rady Gminy Lewin Kłodzki dokonano wyboru przewodniczącej Rady Gminy, którą to funkcję z zaszczytem przyjęłam,  oraz wybrano pierwszego wójta samorządowej Gminy Lewin Kłodzki. Został nim Pan Jerzy Cierczek, który swoją funkcję pełnił jeszcze kolejną kadencję.

XXX lat samorządności Gminy Lewin Kłodzki przypada właśnie w tym roku. Rada Gminy, z tej okazji, postanowiła ogłosić rok 2021 Rokiem Jubileuszowym. Dokonajmy więc krótkiego podsumowania.

Czy warto było walczyć o powstanie samodzielnej i samorządnej gminy?

Od naszych pierwszych zmagań o odłączenie się gminy Lewin Kłodzki od Miasta Kudowy Zdrój,  minęło 30 lat. Dzisiaj oznacza to, że władzę samorządową w Radzie Gminy, w okresie 8 kadencji, w tym obecnej, pełni i pełniło łącznie 133 radnych, i łącznie w tym czasie było 4 wójtów, w tym obecna wójt.  I tak pierwszym wójtem gminy został Jerzy Cierczek – pełnił tę funkcję przez 2 kadencje, następnie wójtem został wybrany (dziś śp.), Bolesław Kędzierewicz – pełnił tę funkcję przez 3 kadencje, w 6 kadencji mieliśmy dwóch wójtów,  przez pierwsze dwa lata był nim Henryk Szczypkowski,

Bolesław Kędzierewicz

a przez kolejne dwa, ponownie wójtem był Jerzy Cierczek.  Joanna Klimek – Szymanowicz, kobieta wójt, pełni tę funkcję od 2014 roku do chwili obecnej.

Jako radna pierwszej i drugiej kadencji samorządu, oraz  obecnej, ósmej kadencji samorządu,  wiem na pewno, że dobrze rozumianej samorządności trzeba się ciągle uczyć. Wiem też, że trud związany z walką o samodzielną  i samorządną gminę Lewin Kłodzki, którą podjęliśmy, był uzasadniony i potrzebny.

Dzisiaj, po 30 latach samorządności w naszej gminie, choć wielu już nie pamięta jak było, gołym okiem dostrzegamy wiele pozytywnych zmian, a przed kolejnymi pokoleniami, ciągle wiele jeszcze do zrobienia. Najważniejsze jednak jest to, że możemy sami decydować o miejscu, w którym żyjemy, bo któż jak nie sami Mieszkańcy Wspólnoty Samorządowej, poprzez wybór odpowiednich osób do Rady Gminy i wybór wójta, mogą lepiej zadbać o to, by ich gmina była piękniejsza, i dobrze służyła im samym. Każda nowa kadencja samorządu jest drogą ku przyszłości, pracują na tę przyszłość kolejni radni i wójtowie. Najważniejsze jednak jest to, czy widoczny jest rozwój, postęp – po mijającej kadencji,   i czy dzięki działaniom kolejnych samorządów, łatwiej żyje się członkom naszej Wspólnoty Samorządowej, wszystkim Mieszkańcom, kolejnym pokoleniom.

Henryk Szczypkowski

Każda kadencja to zawsze cienie i blaski, ale też każda kadencja to jeden  krok, a czasami wiele więcej kroków – do przodu. Dzisiaj, po 30 latach samorządzenia, zaangażowania tak wielu ludzi,  znajdziemy w naszej gminie piękną szkołę, wiele wyremontowanych ulic, pięknie odrestaurowany Rynek, wiele ścieżek rowerowych, nowy Gminny Ośrodek Kultury i Biblioteki, zalew, obiekty sportowe, plac zabaw dla dzieci, podświetlony 100 letni wiadukt, wiele odnowionych budynków, bardzo dużo nowych, jednorodzinnych domów, są telefony (w 1989 r. nikt o nich nie marzył!), jest wiele uporządkowanych skwerów, jest dostęp do Internetu, są oświetlone i naprawione ulice i chodniki, a także zrealizowano wiele  ważnych inwestycji –także  tych, których gołym okiem nie widać, ale są –  jak np. instalacja wodno – kanalizacja, dzięki której w każdym domu jest woda, a z powodu braku której w 1991 roku spaliła się piękna kamienica barokowa w Rynku. Mamy nadzieję, że jeszcze w tej kadencji uda się ją odzyskać i w niedługim czasie wyremontować. Mamy też nadzieję, że gmina wiejska, która stawia na turystykę, doczeka się modernizacji basenu,  i realizacji wielu planowanych inwestycji. Pamiętać należy, że gmina Lewin Kłodzki, choć należy do grona najmniejszych gmin w Polsce pod względem ilości mieszkańców, to jednak obszarowo jest bardzo rozległa (52 km²), i przynależy do niej 17 wsi – Dańczów, Darnków, Gołaczów, Jarków, Jawornica, Jeleniów, Jerzykowice Małe, Jerzykowice Wielkie, Kocioł, Krzyżanów, Kulin Kłodzki, Leśna, Lewin Kłodzki, Taszów, Witów, Zielone Ludowe, Zimne Wody. I choć rozległość gminy górskiej, stwarza trudne problemy do rozwiązania, to jednak w przyszłości, dzisiaj tę słabą stronę mamy szansę uczynić silną. Gmina Lewin Kłodzki zasługuje na dalszy rozwój, bo przecież cieszy się najstarszą metryką naszego regionu, i tę piękną historię wielu pokoleń musimy kontynuować.

Pozwolę sobie na osobistą dygresję… dzięki zamieszkaniu w małej Gminie Lewin Kłodzki, po przeprowadzce z Gdańska, wiele się nauczyłam, a szczególnie zrozumiałam na czym polega samorządność, i jak wiele zależy od tego, czy chcemy mieć osobisty wpływ na kształtowanie rzeczywistości, oraz jak ważne jest dostrzegać potrzeby i oczekiwania innych mieszkańców. To społeczne potrzeby zawsze są pozytywnym motorem działania ludzi, którzy pragną pozytywnych zmian. Nie żałuję poświęconego czasu, trudu, ani stresów, które na pewno nam towarzyszyły z powodu podejmowanych od 1989 r. działań, i później gdy borykaliśmy się z podstawowymi problemami dotyczącymi tworzenia gminy,  Urzędu Gminy, załatwiania podstawowych spraw i problemów mieszkańców, zaspakajania  ich potrzeb i oczekiwań. Nigdy też nie brakowało krytyki, bo wizjonerów jest zawsze więcej, niż realizatorów. Nasze marzenia w 1989 roku wydawały się wielu Mieszkańcom nierealne, i  nie do spełnienia, ale to oni właśnie wyznaczali nam poprzeczkę w przyjętej przez nas na siebie, misji.

Dzisiaj wiem na pewno, trzeba zawsze iść za marzeniami, i patrzeć z troską na miejsce, w którym żyjemy, starać się je poprawiać, i nieustannie ulepszać.

Jak widać to jest możliwe i realne! Poniżej kilka fotografii, wspomnień ludzi i osób, którzy w większym czy mniejszym stopniu przyczynili się do pozytywnych zmian w naszej pięknej gminie.

Honorowi Obywatele Gminy Lewin Kłodzki

Oprac. Barbara Drożyńska