Dzierżoniów: Przebudowa rynku – umowa na projekt podpisana

Ma być funkcjonalnie, estetycznie i zielono, w odnowionym rynku pojawi się też m.in. fontanna. Miasto podpisało umowę z wyłonionym w przetargu Przedsiębiorstwem Projektowo-Doradczym WroTech, które wykona projekt techniczny.

 

Zajmie to kilka miesięcy, ponieważ oprócz samego procesu projektowania, wszelkie zmiany musimy uzgodnić z konserwatorem zabytków. Wymaga tego właśnie historyczny charakter rynku.

 

„Na prace w samym rynku chwilę poczekamy, jednak zmiany w staromiejskim centrum już trwają. Najlepiej widać to w południowej części plantów (Wał Szwedzki), które przechodzą rewitalizację. Oprócz przebudowy chodników i aranżacji terenów zielonych, nowych nasadzeń powstaną też siedziska w formie amfiteatru. W najbliższych dniach ogłoszony zostanie przetarg na rewitalizację parku im. Towarzystwa Miłośników Dzierżoniowa, w którym trwają prace przy renowacji wnętrza Kaplicy Sadebecków” – mówi Dariusz Kucharski, burmistrz Dzierżoniowa.

Foto i tekst: UM Dzierżoniów

 

CZY ZWOLNIENIE DR ROMANA SZEŁEMEJA PRZEZ MARSZAŁKA PRZYBYLSKIEGO TO ELEMENT BRUTALNEJ WALKI O PRZYWÓDZTWO W DOLNOŚLĄSKIEJ PLATFORMIE OBYWATELSKIEJ?

Nie milkną echa zwolnienia dr Romana Szełemeja ze szpitala im. dr Alfreda Sokołowskiego w Wałbrzychu. Prezydent Wałbrzycha nie zgadza się z argumentacją szpitala i zapowiada walkę w sądzie pracy o swoje racje, oskarżając przy tym władze Dolnego Śląska o polityczne decyzje.

W zarządzie Dolnego Śląska zasiadają reprezentanci Bezpartyjnych Samorządowców na czele z marszałkiem województwa Cezarym Przybylskim oraz przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości. Tych ostatnich politycy Platformy Obywatelskiej na czele z Donaldem Tuskiem, Borysem Budką, Grzegorzem Schetyną, Michałem Jarosem i Tomaszem Siemoniakiem oskarżają o polityczną decyzję, wyrażając swoje wsparcie w akcji #muremzaRomanem.

 

 

Równocześnie trwa kampania wyborcza na szefa dolnośląskiej Platformy Obywatelskiej, w której największe szanse na zwycięstwo mają dr Roman Szełemej wspierany przez Grzegorza Schetynę oraz poseł na Sejm RP Michał Jaros. Nie jest tajemnicą, że Michał Jaros utrzymuje bardzo dobre relacje z liderem Bezpartyjnych Samorządowców Bezpartyjni Samorządowcy po rozpadzie swojego klubu radnych w Sejmiku Województwa utrzymali jednak władzę dzięki stabilnej postawie radnych Prawa i Sprawiedliwości. Radni z Klubu Bezpartyjnych za swoje problemy w kuluarowych rozmowach obwiniają Prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka oraz jego inicjatywę samorządową DOLNY ŚLASK- WSPÓLNA SPRAWA, którą Sutryk tworzy wspólnie z Romanem Szełemejem. To w tej inicjatywie BS widzą bezpośrednie zagrożenie dla swojego stowarzyszenia w najbliższych wyborach samorządowych. Osłabienie inicjatywy DOLNY ŚLASK- WSPÓLNA SPRAWA prezydenta Szełemeja oraz jego pozycji w nadchodzących wyborach na szefa dolnośląskiej PO to nowa sytuacja na scenie politycznej Dolnego Śląska. Zwycięstwo Michała Jarosa to szansa na nowe otwarcie w Platformie Obywatelskiej, jednak czy władze Platformy Obywatelskiej odwrócą się od Romana Szełemeja i zaakceptują doskonałe relacje pomiędzy Cezarym Przybylskim (byłym członkiem PO), który współrządzi województwem z Prawem i Sprawiedliwością a Michałem Jarosem posłem z okręgu wrocławskiego.

red.

 

 

 

Rowerem znad Morza Czarnego w Bieszczady. część 4 – W kierunku Karpat.

Lądujemy na rumuńskiej ziemi, wilgotność powietrza w dolinie Dunaju chyba 100%. Kontrola dokumentów, w tym paszportu covid’owego i na horyzoncie Giurgiu, idąc od południa – jak podbijający Wołoszczyznę Turcy – wjeżdżamy do miasta będącego dunajskimi wrotami do tej historycznej krainy.  To blisko 70 – cio tysięczne miasto ma ciekawe powiązanie z Opolem. Książę Transylwanii Zygmunt Batory, bratanek naszego króla Stefana Batorego, który podbijał Wołoszczyznę przeganiając osmańskich najeźdźców pod murami twierdzy … (no właśnie jak to odmienić, zaryzykuję zatem)  giurgiańskiej, po swych sukcesach na polach bitwy postanawia jednak poświęcić się kapłaństwu. Żonie pozostawia wolną rękę, zrzeka się tronu Siedmiogrodu i z cesarzem Rudolfem II wymienia go na księstwo opolskie! Kto był w Siedmiogrodzie pewnie się zastanawia, gdzie tu interes? Do takiego samego wniosku doszedł i sam zainteresowany, zażądał po kilku miesiącach zwrotu swych dóbr, ale to już inna i raczej smutna historia.

W tropikalnym klimacie Giurgiu  w grillowej budce zamawiamy pierwszy obiad, po raz pierwszy używając rumuńskiego języka. Na czym polega metodologia posługiwania się językiem obcym…? Staje człowiek w długiej kolejce, następnie przysłuchuje się kolejnym zamawiającym, co mówią i co im podają, zasadniczo największa ilość klientów kupuje to, co najlepsze, przy zamówieniu poległem na pytaniu dodatkowym „czy chcę na wynos”, ale ostatecznie kiełbaski z kartoflami smakowały, że o napojach nie wspomnę.

Pokrzepieni i zaprowiantowani ruszamy w kierunku na Pitesti, pierwsze kilometry za miastem już nam mówią, że łatwo nie będzie, ruch na drodze spory i powracają wspomnienia sprzed lat. Technologia budowy rumuńskich dróg w wielu przypadkach opiera się na robieniu dylatacji pomiędzy wylewanymi fragmentami jezdni. Po latach zamienia się to w klasyczną patatajkę, dla obładowanego roweru to koszmar, że nie wspomnę o rękach, plecach i … innych częściach ciała rowerzysty. Staramy się trzymać tempo, ale pod wieczór w Vadu Lat (w wolnym tłumaczeniu – Wadliwej Gumie) następuje awaria, z opony roweru Romana ucieka powietrze, sprawdzamy. Opona i dętka cała, niestety okazuje się że to awaria zaworu. Nim do tego doszliśmy mija – po różnych perypetiach i zmęczeniu – godzina. Nie ma wyjścia, trzeba szukać obozu, a tu jak na złość nie ma gdzie. Dopiero opędzając się od setek komarów rozbijamy się gdzieś na łące. Duchota w namiocie, a zmęczenie sprawia, że śpi się fatalnie.

Rano wstajemy skoro świt i ostro kręcimy w kierunku Gaesti, upał nie odpuszcza, znów przy asfalcie 40 stopni. Krajobrazy marne, ciągnące się kilometrami monotonne wioski z zabudową w kwadraciaki, nie ma na czym okaz zawiesić. A w Gaesti jeszcze gorzej,  dobrze że trafiamy na kantor, wymieniamy walutę okazując dowody osobiste, potwierdzając że jesteśmy obcokrajowcami (bo wyglądamy jak tubylcy)  i znajdujemy sklepik z przepyszną pizzą z rzymskiego pieca.

Mam czasami wrażenie, że ta część Rumunii, historyczna Muntenia jest ogołocona z wszelkich możliwych atrakcji, krajobraz dobija swoja jednostajnością, a każda mijana miejscowość jest  klonem poprzedniej, zmienia się tylko wystrój odwiedzanych przez nas wiejskich sklepów, do których musimy co chwilę zaglądać aby napić się czegoś chłodnego. Z ulgą przyjmuję pojawiające się na horyzoncie Pitesti, zapowiadające zmianę drogi.

To ponad 150 tysięczne miasto jest zderzeniem największego gospodarczego sukcesu Rumunii i największej traumy czasów komunizmu. Nieopodal miasta znajdują się potężne fabryki samochodów Dacia, które podbijają nie tylko  europejskie rynki motoryzacyjne. Jednak cieniem na miasto kładzie się „eksperyment Pitesti”. To w komunistycznych więzieniach tego miasta poddawano ludzi niewyobrażalnym torturom, które zmieniały ofiary w katów. Stworzony bestialski system reedukacji więźniów wyrwał się spod kontroli samych władz i po kilku latach został zakończony, a zacierając jego ślady osądzono i stracono część jego uczestników.

Przemykając głównymi arteriami Pitesti kierujemy się na drogowskazy  z numerem „7C”. Bo właśnie za miastem zaczyna się nasza długo oczekiwana Droga Transfogarska. Ta przeprawa przez Karpaty wymaga sporego zapasu energii, dlatego plan mamy taki, aby poszukać dogodnego noclegu i po kilku marnych nocach w końcu porządnie odpocząć. Niestety okolica nie sprzyja naszym planom, niemal ciągła zabudowa wzdłuż całej drogi. Co prawda mamy za Pitesti potężne zbiorniki wodne na rzece Ardżesz, ale wybieramy złą trasę i po naszej stronie nie ma kompletnie dostępu do brzegu jeziora.

Przeszukuję mapę w aplikacji maps.me i okazuje się, że za kilka kilometrów powinniśmy dotrzeć do  czynnego pensjonatu. Gdy zaczęło się już powoli ściemniać,  pojawiła się przed nami brama wjazdowa do „Pensiunea Mara”. Ten dzień zakończyliśmy bardzo dobrze, porządna kąpiel, przeprane ubrania, wygodne łóżko, Timisoerana w ręce i zmagania Anglików z Duńczykami na EURO. Na drugiej połowie meczu zasnąłem. Na szczęście, bo kolejny dzień to wspinaczka na Transfogarskiej.

Rowerem znad Morza Czarnego w Bieszczady. część 3 – Skarby ukryte w skałach.

Podróżowanie na rowerze ma pewne ograniczenia, nie można zobaczyć wszystkiego, co by się chciało, ale z drugiej strony zmusza to do pewnego wyboru i rozsądnego planowania trasy. Czasem jednak plany weryfikuje droga, my przez 20 lat nauczyliśmy się, że czasem się trzeba poddać sytuacji i po prostu kręcić, a za  zakrętem pojawi się coś niespodziewanego.

Kierujemy się w stronę granicy bułgarsko-rumuńskiej do miejscowości Ruse. Tam znajduje się jeden z dwóch mostów na Dunaju, po którym można przejechać na Rumuńską stronę. Jednak nim tam dotrzemy wjeżdżamy w malowniczą dolinę rzeki Rusenski Łom, gdzie w XIII wieku powstał potężny kompleks świątyń i klasztorów wykutych w wapiennych ścianach rozległego kanionu. Z kilkudziesięciu obiektów zachowany najlepiej jest monastyr Michała Archanioła, wpisany na Listę dziedzictwa UNESCO i chcemy go zobaczyć, reszta jest obecnie niedostępna ze względu na działania rzeki i zagrożenie zawaleniem.

Gdy zjeżdżamy do kanionu rzeki, upał spotęgowany zwiększoną wilgotnością robi się nie do wytrzymania, a dodatkowo bardzo bogata roślinność sprawia wrażenie, że znajdujemy się w tropikach. Nie bez trudu docieramy do punktu wyjściowego, z którego na piechotę już trzeba wspinać się do zawieszonego ponad 30 metrów nad dnem doliny wejścia do świątyni. Wdrapujemy się na skalną półkę i z ulgą wchodzimy do skalnej wnęki a tam ku naszemu zdziwieniu czeka przewodnik. Kupujemy bilet wstępu, ale za niego otrzymujemy bardzo interesująca historię, z pakietu dostępnych języków wybieramy rosyjski, słuchamy jak mnich Joachim po powrocie z góry Athos zakłada klasztor, wokół którego bardzo szybko rozwija się wspólnota, wspierana przez bułgarskich carów z niedalekiej stolicy odrodzonego bułgarskiego państwa Wielkiego Tyrnowa. Czasy świetności niepodległego królestwa Bułgarii trwają jednak krótko, rozrastające się Imperium Osmańskie podbija Nizinę Naddunajską, wojna dociera również do monastyru. Pomimo zniszczeń, część mnichów żyje w otaczających dolinę jaskiniach, ale zaczyna się upadek wspólnoty. Na kilkaset lat świat zapomina o ukrytych w skałach świątyniach, jedynie poszukiwacze skarbów penetrują je w poszukiwaniu ukrytego złota.

Ponowne ich odkrycie następuje na początku XX weku. Francuscy naukowcy odkrywają wejście do monastyru, muszą wysadzić jedną ścianę, bo drewniane schody, które prowadziły do zawieszonego na skalnej półce wejścia już dawno znikły. Ich oczom ukazują się piękne malowidła pokrywające ściany i sufit wykutych w skale pomieszczeń świątyni. Przewodnik omawia nam każde z zachowanych malowideł, chętnie odpowiada na nasze pytania, widać że nie jest to tylko jego miejsce pracy, że on też, jak mieszkający tu przed wiekami mnisi przesiąka duchem tego miejsca. Odwiedziliśmy w naszych wędrówkach już wiele potężnych europejskich katedr, ale to ukryte w kilkumetrowej wnęce skalnej miejsce modlitwy szukających ciszy ludzi jest równie piękne i chyba też nam trochę bliższe.

Udajemy się na punkt widokowy na całą dolinę Rusenskiego Łomu, widok majestatyczny, ale bijący od skał żar wygania nas, wracamy do Iwanowa, koło którego położony jest kompleks skalnych cerkwi – musimy uzupełnić zapasy, przede wszystkim płynów, bo z tym bardzo krucho. Teraz pozostało nam już tylko kierować się na most na Dunaju. Szukając noclegu natrafiamy na mapie na kolejną ikonę cerkwi a obok niej informacje, że jest jakieś ujęcie wody. Kierujemy się tam. Tuż za miejscowością Basarbowo odnajdujemy piękny wykuty w skale kolejny monastyr, rozbijamy namiot na parkingu na przeciw wybudowanej u jego podnóża cerkwi. Kolacja przy zachodzącym słońcu oświetlającym ostatnimi promieniami przyklejone do skał świątyni eremy smakuje zdecydowanie lepiej, pomimo tego że w garnku chińska zupa i suchy chleb z pasztetem.

Wstajemy wczesnym rankiem a ku naszemu zdziwieniu monastyr już otwarty, w jego bramie kupujemy za ostatnie lewy pamiątki i wspinamy się po wąskich stromych stopniach na skalną ścianę, umiejscowione na niej są dwie świątynie, cele mnichów oraz kilka pomieszczeń gospodarczych i modlitewnych. Cały kompleks obecnie poświęcony jest świętemu Dimitrowi Basarbowskiemu. To on swoim ascetycznym życiem rozsławił ten klasztor, wypraszając okolicznej ludności wiele łask, po które do dziś przybywają liczni pielgrzymi do cerkwi, ich spisane prośby o wstawiennictwo, wypełniają wiele szczelin w murach, załomów skał.  Ikona świątobliwego mnicha znajduje się w dolnej cerkwi. Gdy ją odwiedzaliśmy, modlący się tam zakonnik zapytał nas o imiona i włączył nas do swojej modlitwy. Jestem pewien, że tego duchowego wsparcia w naszej dalszej wędrówce nie zabrakło.

 

Kierujemy się na Ruse, wybieramy opcję najprostszą, ale nie najłatwiejszą. Wjeżdżamy na główną arterię prowadzącą wokół miasta, kierującą nas bezpośrednio na przeprawę przez Dunaj. Trzeba mocno naciskać na pedały, żeby płynnie uczestniczyć w ruchu, ale 45 minut szybkiej jazdy doprowadza nas do mostu. A na nim – ku naszemu zaskoczeniu – tylko dwa wąskie pasy ruchu i mnóstwo TIRów. Na szczęście ruch samochodowy przyhamowały bramki opłaty za przejazd i wskoczyliśmy na most przed ciężarówkami, 2800 metrów potężnych kratownic, pod którymi w dolnej części znajduje się torowisko staramy się pokonać jak najszybciej, nie ma czasu nawet na pamiątkowe zdjęcie, bo już za nami słychać nadjeżdżające pojazdy.

Po 375 kilometrach bułgarskich dróg zaczynamy kolejny etap, Rumunia a w niej główny cel: Droga Transfogarska, a potem Transylwania.

„Moja Woda” 2.0 – weź 5000 zł i oszczędzaj wodę

– Ministerstwo Klimatu i Środowiska informuje: W Światowy Dzień Wody, 22 marca 2021 r., Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej uruchamia drugą odsłonę programu „Moja Woda”. Wnioski o dotacje do 5 tysięcy złotych na przydomowe instalacje zatrzymujące wody opadowe i roztopowe można składać do wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej.

Dostępność zasobów wody w Polsce jest stosunkowo niska – na jednego mieszkańca przypada ok. 1600 m3 wody rocznie, czyli nawet trzykrotnie mniej niż w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Program „Moja Woda” ma pomóc w łagodzeniu skutków suszy w Polsce i ograniczyć zagrożenie powodziowe przez budowę przy domach instalacji zatrzymujących deszczówkę. – Program „Moja Woda” cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Wartość złożonych wniosków – na ok. 25 tysięcy przydomowych mikroinstalacji – przekroczyła dostępny budżet 100 milionów złotych. W ten sposób przyczyniamy się do zatrzymania nawet miliona dwustu tysięcy metrów sześciennych wody opadowej rocznie. To tyle, ile mieści 320-400 basenów olimpijskich. Dlatego w tym roku będziemy kontynuowali ten program – wyjaśnia minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka. – Ogłaszamy drugi nabór na dofinansowanie kolejnych 20 tysięcy instalacji przydomowej retencji, które pozwolą zatrzymać kolejny milion metrów sześciennych rocznie w przydomowych instalacjach. Dzięki temu odciążamy kanalizację i zmniejszamy ryzyko podtopień powodowanych ulewnymi deszczami.

To zysk dla środowiska i dla domowych budżetów – mówi wiceprezes NFOŚiGW Artur Lorkowski. Ministerstwo Klimatu i Środowiska oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, w drugiej edycji programu „Moja Woda” zainwestują 100 mln zł w łagodzenie skutków suszy w Polsce. Nabór potrwa od 22 marca do wyczerpania alokacji. Każdy właściciel domu jednorodzinnego będzie mógł otrzymać dotację do 5 tys. zł, ale nie więcej niż 80 proc. kosztów kwalifikowanych, które zostaną poniesione po 1 czerwca 2020 r. (szczegółowe zasady zawarte są w programie „Moja Woda” oraz regulaminach naboru, które są dostępne na stronach internetowych wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej).

Do dofinansowania kwalifikuje się zakup, montaż, budowa i uruchomienie instalacji pozwalających na zbieranie, retencjonowanie i wykorzystywanie wód opadowych oraz roztopowych na terenie nieruchomości objętej przedsięwzięciem. Dzięki temu wody te nie będą odprowadzane na przykład do kanalizacji bytowo-gospodarczej, kanalizacji deszczowej, rowów odwadniających odprowadzających poza teren nieruchomości, na tereny sąsiadujące, ulice, place itp.

Wnioski należy składać do wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej przed zakończeniem realizacji przedsięwzięcia. Minimalna kwalifikowana kwota inwestycji to 2 tysiące złotych. Minimalna, sumaryczna pojemność zbiornika/zbiorników to 2 metry sześcienne (jeśli będzie on przedmiotem wniosku). Okres trwałości przedsięwzięcia to 3 lata od daty jego zakończenia. Realizacja przedsięwzięcia musi być zgodna z przepisami prawa, a zastosowane urządzenia i materiały (nowe lub używane) muszą być dopuszczone do stosowania na rynku polskim. NFOŚiGW już dziś zaprasza na webinarium dotyczące ogólnych zasad w drugiej odsłonie programu „Moja Woda”, otwarte dla wszystkich zainteresowanych spotkanie on-line będzie dostępne od 22 marca 2021 r. w mediach społecznościowych Narodowego Funduszu (YouTube, Facebook, Twitter).

Więcej informacji: – nfosigw.gov.pl (ogólne zasady programu)- strony www wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej (regulaminy naboru)

„Moja Woda” to program przygotowany na rzecz łagodzenia skutków suszy przez budowę przy domu instalacji zatrzymujących deszczówkę, finansowany ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Program „Moja Woda” będzie realizowany w latach 2020-2024, przy czym podpisywanie umów o dotacje zaplanowano do 30 czerwca 2024 r., a wydatkowanie środków do końca 2024 r. (okres kwalifikowalności kosztów: od 1 czerwca 2020 r. do 30 czerwca 2024 r.). Program został ogłoszony 1 czerwca 2020 r. w trakcie wspólnej konferencji z udziałem Prezydenta RP Andrzeja Dudy i ministra klimatu Michała Kurtyki. W ramach pierwszej edycji „Mojej Wody” wpłynęło ok. 25 tysięcy wniosków na dofinansowanie przydomowych instalacji retencyjnych. Nabór wniosków, których łączna kwota wyniosła ponad 114 mln zł, prowadzony był od 1 lipca do 31 października 2020 r. przez wojewódzkie fundusze ochrony środowiska i gospodarki wodnej. UWAGA: komunikaty publikowane są w serwisie PAP bez wprowadzania przez PAP SA jakichkolwiek zmian w ich treści, w formie dostarczonej przez nadawcę. Nadawca komunikatu ponosi odpowiedzialność za jego treść – z zastrzeżeniem postanowień art. 42 ust. 2 ustawy prawo prasowe.

(PAP) kom/ mick/

Z Kłodzka do Wałbrzycha sprawniejsze przejazdy koleją – odnowione mosty

Ponad 43 mln zł przeznaczyły PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. a usprawnienie podróży i przewozów ładunków między Kłodzkiem a Wałbrzychem. Przebudowane będą dwa mosty nad Nysą Kłodzką i Ścinawką oraz wiadukt kolejowy. Na inwestycje w regionie Kłodzka PLK przeznaczyła już ponad 150 mln zł. Przebudowano m.in. stację Kłodzko Miasto i Kłodzko Główne. Przebudowywana jest stacja Ścinawka Średnia.

Przebudowa mostu nad Nysą Kłodzką, rzeką Ścinawką i wiaduktu kolejowego zwiększą sprawność ruchu kolejowego z Kłodzka do Wałbrzycha. Przebudowywane obiekty zapewniają obecnie ruch po jednym torze. Wykonane prace pozwolą na przejazd pociągów po dwóch torach. Będzie lepsza możliwość organizacji połączeń pasażerskich. Sprawniej pojadą składy towarowe m.in. do Ścinawki Średniej i miejsc załadunku kamienia. Ruch pociągów towarowych prowadzony jest z Nowej Rudy w stronę Kłodzka i dalej w kierunku Kamieńca Ząbkowickiego i Wrocławia.

Kolej, najbardziej ekologiczny środek transportu, staje się sprawniejsza na terenie całej Polski dzięki miliardowym inwestycjom z Krajowego Programu Kolejowego. Na Dolnym Śląsku PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. już zwiększyły możliwości kolei. Dzięki podpisanej umowie, kruszywa z regionu Kłodzka sprawnie i bezpiecznie pojadą na inwestycje. Budujemy kolej bezpieczną, komfortową i coraz bardziej przewidywalną – powiedział Andrzej Bittel, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury.
Umowa podpisana dziś na przebudowę mostów i wiaduktu na trasie Kłodzko – Wałbrzych to kolejne zwiększenie możliwości kolei na terenie Dolnego Śląska. Inwestycja pozwoli na rozwój przewozów pasażerskich i znacznie poprawi warunki przewozów towarowych na trasach, którymi wożone są kamień i materiały na budowy w całej Polsce. To bardzo ważne działanie dla gospodarki – powiedział Ireneusz Merchel, prezes Zarządu PKP Polskich Linii Kolejowych S.A.

Największym z przebudowywanych obiektów jest most nad Nyską Kłodzką i drogą o długości ponad 200 metrów. Obiekt z dziewiętnastego wieku o kratownicowej konstrukcji stalowej jest otoczony opieką konserwatorską. Jego charakter zostanie zachowany. Przeprawa będzie odnowiona i wzmocniona. Podobne zabiegi przejdzie most nad Ścinawką o długości 180 m. Przebudowa obejmie także wiadukt nad ul. Półwiejską. W ramach podpisanej umowy wykonane będą również prace, które obejmą tory i rozjazdy. Zaplanowano roboty z branży teletechnicznej i elektroenergetycznej.

Umowę na „Zaprojektowanie i wykonanie robót dla przebudowy trzech obiektów inżynieryjnych: most w km 0,346; wiadukt w km 0,654; most w km 1,824 linii kolejowej nr 286 Kłodzko Główne – Wałbrzych Główny w ramach projektu pn.: „Poprawa stanu technicznego obiektów inżynieryjnych – etap II” będzie realizować konsorcjum firm w składzie: Dolnośląskie Przedsiębiorstwo Napraw Infrastruktury Komunikacyjnej Dolkom Sp. z o. o. (Lider Konsorcjum) i Dromosttor s.c. Paweł Chapiński Ireneusz Chapiński (Partner Konsorcjum). Wartość umowy wynosi 43 579 674,81 zł netto.

Kolejna inwestycja PLK zwiększa możliwości kolei w rejonie Kłodzka

Przebudowany został na stacje przystanek Kłodzko Miasto. Inwestycja o wartości blisko 70 mln zł finansowana jest ze środków budżetowych. W bieżącym roku zakończy się modernizacja stacji Ścinawka Średnia. Przebudowane tory stacyjne o łącznej długości ponad 5 km, wymienione rozjazdy i wyremontowany wiadukt kolejowy usprawnią odprawianie ciężkich składów towarowych, wywożących kruszywo z pobliskich kopalń. Odnowiony zostanie też peron na tej stacji. Wartość tej inwestycji – finansowanej ze środków budżetowych wynosi ok. 80 mln zł.

Magistrala Podsudecka – kolejowe wzloty i upadki.

Po 13. latach na Magistralę Podsudecką powróciło połączenie dalekobieżne relacji Jelenia Góra – Kraków – 22 grudnia 2020 r. ruszył pierwszy skład obsługiwany przez PKP Intercity – TLK Sudety ciągnięty przez czeską lokomotywę spalinową serii 754 nazywaną potocznie „Nurkiem”.

W skali kraju nie jest to spektakularne wydarzenie, ale dla mieszkańców miejscowości położonych przy linii 137 jest to ważny sygnał, że tak istotna dla rozwoju regionu arteria transportowa wraca do życia.

Gdy w 1843 roku Towarzystwo Kolei Wrocławsko – Świdnicko – Świebodzkiej rozpoczyna budowę obecnej trasy Legnica – Kędzierzyn-Kożle nawiązuje ona do historycznego szlaku prowadzącego po przedgórzu sudeckim, łączącego od średniowiecza najważniejsze miasta księstw: legnickiego, świdnicko-jaworskiego, nysko-otmuchowskiego i bytomsko-kozielskiego.

Początkowo powstaje odcinek Legnica – Ząbkowice Śląskie, budowa trwa od 1843 do 1958 roku. Pierwszy etap Jaworzyna Śl – Świdnica powstaje bardzo szybko, dalej prace nie są już tak proste, władze wojskowe twierdzy świdnickiej nakazują dostosowanie linii kolejowej do potrzeb obronności, powstają dwa wiadukty „Północny”długości 600 metrów i „Witoszowski” o długości 350 metrów (wiadukty obecnie nie istnieją, rozebrano je po likwidacji twierdzy i zastąpiono nasypami) budowa linii trwa 3 lata do 1855 roku. W tym czasie rozpoczyna się również rozbudowa w kierunku Legnicy. Jednak najtrudniejsze zadanie czeka głównego budowniczego tej trasy Aleksa Cochiusa na odcinku Dzierżoniów – Piława. Do położenia torów niezbędne było przebicie się przez Wzgórza Gilowskie, głęboki niekiedy na kilkanaście metrów wykop powstawał bardzo wolno – nie znano wówczas jeszcze dynamitu, skały wysadzano zatem prochem strzelniczym.

Prace ukończono w 1858 roku, mieszkańcy Ząbkowic Śląskich otrzymali bezpośrednie połączenie z Wrocławiem przez Jaworzynę, kursujące trzy pary pociągów docierały wówczas w 3 godziny i 10 minut do stolicy regionu. Ciekawym może być fakt, iż obecnie miasto nie posiada takiego połączenia bezpośredniego a podróż po 160. latach rozwoju techniki trwa zaledwie godzinę krócej.

Niestety prace nad dalszym etapem budowy tej linii zostały wstrzymane, kilka konkurencyjnych towarzystw kolejowych starało się o uzyskanie koncesji, powstawały liczne koncepcje, a perturbacje związane z wojną prusko-austriacką wstrzymały całkowicie rozpoczęcie budowy, która zakładała również powstanie odnóg linii podsudeckiej w kierunku Wiednia.

Dopiero rok 1871 przynosi zmiany, ruszają prace przygotowawcze a potem układanie torowiska w kierunku Kamieńca Ząbkowickiego, jednocześnie trwa budowa linii Wrocław – Międzylesie i Kamieniec staje się ważnym węzłem kolejowym. Prace posuwają się szybko, ostatecznie Legnica uzyskuje pełne połączenie z Koźlem w 1876 roku.

Trasa podsudecka miała ogromny wpływ na rozwój regionu, stanowiła też ważną linię strategiczną, łączyła bowiem twierdze Koźle, Nysa i Świdnica i Kłodzko.

Kolej dała istotny impuls do rozwoju gospodarki, transportowano nią z Zagłębia Wałbrzyskiego węgiel, przy niej powstawały liczne cukrownie, kamieniołomy. Kolej dawała też nowe życie miastom, do których docierała. Szczególnym przykładem są tu Ząbkowice Śląskie, rok w którym otwarto linię kolejową był dla miasta znamienny, wielki pożar strawił 70% zabudowy! Kolej stała się narzędziem odbudowy, ale jednocześnie zmieniła układ urbanistyczny miasta, ze zniszczonego średniowiecznego centrum miasto kieruje się w stronę arterii, która otwiera nowe perspektywy.

Pod koniec XIX wieku na linii kursuje do 6 par pociągów, jednak ze względu na podziały własnościowe, wymagane są przesiadki w Kamieńcu i Nysie. Pierwszy pociąg dalekobieżny pojawia się w 1902 relacji Legnica – Nysa a w 1905 uruchomiony zostaje na wniosek Kłodzkiego Towarzystwa Górskiego (pamiętają je zapewne czytelnicy z artykułu o wieżach widokowych) „Sudecki Pociąg Pośpieszny” Berlin – Katowice, który na swoim odcinku wykorzystywał magistralę podsudecką.

Rozwój kolei wpływa istotnie na rozwój turystyki w Sudetach, powstają specjalne połączenia kolejowe łączące Wrocław i inne miasta z górami, wprowadza się specjalne taryfy przewozowe w dni wolne od pracy.

Ale nie tylko turyści pokochali pociągi, stałymi klientami dworca w Ząbkowicach Śląskich była rodzina królewska Hohenzollernów! Zanim doprowadzono linie nieopodal ich kamienieckiej rezydencji wyruszali oni stąd często w stronę Berlina czy Wrocławia własna salonką a i liczni odwiedzający ich znamienici goście musieli przewinąć się przez korytarze dziś podupadającego budynku.

Sama Marianna Orańska bardzo lubiła korzystać z tego środka transportu, lokalna prasa często opisywała jej podróże z Kamieńca Ząbkowickiego, zresztą budynek dworca swego czasu doczekał się specjalnego „cesarskiego pokoju”. 15 września 1875 roku specjalnym cesarskim pociągiem przybył Wilhelm I Hohenzollern witany przez tłumy i księcia Albrechta ówczesnego gospodarza kamienieckiej rezydencji. Nie była to ostatnia takiej rangi wizyta, choć trudno sobie to wyobrazić odwiedzając dziś budynek stacji.

Do zakończenia działań II wojny światowej, magistrala pełni ważną – choć nie dominującą rolę – na Dolnym Śląsku, po wkroczeniu Armii Czerwonej, na potrzeby transportu wojska, ale i wywożonych dóbr, linię przebudowano na szerokotorową. Po jej wycofaniu powrócono do jej poprzedniego układu, ale niestety zlikwidowano jeden tor i taka sytuacja utrzymuje się do dziś na odcinku Kamieniec Ząbkowicki – Świdnica i Jaworzyna Śl. – Legnica. Likwidacja linii dwutorowej powoduje jej marginalizację, a brak istotnej modernizacji a przede wszystkim elektryfikacji, powoduje systematyczny spadek liczby połączeń. Ostatni pociąg pospieszny zostaje zawieszony w 2008 roku a na odcinku Kamieniec – Nysa zostaje zawieszony ruch pasażerski.

Przywrócenie wspomnianego na wstępie pociągu TLK „Sudety” budzi pewne nadzieje, niestety gdy piszę te słowa pojawia się informacja o uruchomieniu „autobusowej komunikacji zastępczej” na odcinku Jelenia Góra – Kędzierzyn-Kożle. Nie przysporzy to Magistrali Sudeckiej nowych klientów, bo z okien pociągu malownicze panoramy Sudetów wyglądają zdecydowanie lepiej niż przez zaparowane okno autobusu.

 

Więcej środków dla naszego regionu – nowa perspektywa finansowa dla Dolnego Śląska na lata 2021-2027

Województwo dolnośląskie będzie głównym beneficjentem opracowanego przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej mechanizmu sefty net, którego zadaniem jest zminimalizowanie negatywnych skutków wynikających z niższej perspektywy budżetowej na lata 2021-2027.
Środki dla naszego regionu dzięki skutecznym rozwiązaniom krajowym, jeszcze przed negocjacjami kontraktu programowego wyniosą ponad miliard euro.

Podczas konferencji prasowej w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim Minister Michał Dworczyk poinformował, że konsekwencją dynamicznego rozwoju regionu Dolnego Śląska jest fakt, iż został on sklasyfikowany przez Komisję Europejską jako region w okresie przejściowym. Oznacza to mniejszą alokację środków dla województwa, które na przestrzeni ostatnich lat stało się liderem rozwoju gospodarczego.

 

– Wstępna alokacja środków w ramach RPO dla województwa dolnośląskiego wyniosła 870 mln euro. Razem z Panem Ministrem Waldemarem Budą chcielibyśmy przekazać dobre informacje – kwota podstawowa zostanie uzupełniona o 143 mln euro w konsekwencji czego suma środków dla naszego regionu wyniesie ponad miliard euro – podkreślał Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. – Naszą ambicją jest wynegocjowanie kwoty powyżej 2,2 mld euro na lata 2021-2027. Dolny Śląsk ma do zrealizowania jeszcze wiele wspaniałych i bardzo potrzebnych inwestycji.

 

W dzisiejszymi wydarzeniu udział wziął także Wiceminister Funduszy i Polityki Regionalnej Waldemar Buda, który przekazał, że budżet województwa zasilony zostanie dodatkowo kwotą minimum 556 mln euro w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Fundusz ten
dedykowany jest przede wszystkim subregionowi wałbrzyskiemu i stanowi swego rodzaju rekompensatę za zlikwidowany w latach ’90 przemysł wydobywczy.

Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego Grzegorz Macko wśród flagowych przedsięwzięć i inwestycji, które zostaną zrealizowane w ramach nadchodzącej perspektywy budżetowej wymienił: zakup 20 nowych, elektrycznych pociągów dla Kolei Dolnośląskich, modernizację
dróg wojewódzkich, rewitalizację linii kolejowych, budowę Dolnośląskiego Centrum Onkologii we Wrocławiu i oddziału pediatrycznego w Wałbrzychu oraz wsparcie dolnośląskich spółek uzdrowiskowych.

Wojewoda Dolnośląski Jarosław Obremski podziękował Wicemarszałkom Województwa Dolnośląskiego oraz dolnośląskim parlamentarzystom za podejmowanie działań, mających na celu dalszy rozwój naszego regionu.

– Chcę podziękować, zarówno panom Marszałkom, jak i naszym parlamentarzystom za bardzo dobrą współpracę, której pozytywne skutki możemy zobaczyć nie tylko już dzisiaj, ale także w przyszłości. Razem dla Dolnego Śląska możemy zrobić naprawdę dużo – mówił Wojewoda
Dolnośląski.

W konferencji udział wzięli także posłowie na Sejm RP Mirosława Stachowiak – Różecka i Marcin Gwóźdź, Wicewojewoda Dolnośląski Jarosław Kresa oraz Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego Marcin Krzyżanowski.

Aktualne prace przy studni głębinowej w Mąkolnie. Gmina Złoty Stok.

Gmina Złoty Stok zakończyła inwestycję polegającą na odwiercie studni głębinowej w Mąkolnie. Celem inwestycji w studnię głębinową było uzyskanie wody zdatnej do picia przez ludzi. Główną zaletą wody ze studni głębinowej jest jej czystość oraz nasycenie dobroczynnymi związkami mineralnymi. Woda pochodząca z odwierconej studni jest czysta zarówno chemicznie, jak i biologicznie, bogata w naturalnie występujące minerały: magnez, fosfor, potas, wapń i wiele innych.

Kolejnym etapem przed udostępnieniem wody z odwiertu do wodociągu zasilającego mieszkańców Mąkolna jest opracowanie dokumentacji zasobów eksploatacyjnych studni. Dokumentacja przedłożona zostanie Staroście Ząbkowickiemu do zatwierdzenia. Po jej zatwierdzeniu złożony zostanie wniosek do Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie o uzyskanie usługi wodnej (pozwolenia wodnoprawnego). Po otrzymaniu ww. dokumentów woda przeznaczona zostanie do spożycia przez mieszkańców.

 

źródło (FB- @GminaZlotyStok ) foto: pixabay.com