Ogłoszenia

Ogłoszenia

Zawsze bądźcie wierni hasłu: „Bóg, Honor, Ojczyzna! – Powstaniec Warszawski Stanisław Wołczaski ps. „ Kazimierz”

O walce na barykadach Powstania Warszawskiego i o życiu codziennym w czasie tego niezwykłego zrywu z uczestnikiem tamtych wydarzeń, kapitanem Stanisławem Wołczaskim ps. „Kazimierz” rozmawia szer. Maciej Sas żołnierz 16 Dolnośląskiej Brygady Obrony Terytorialnej.

O Powstaniu Warszawskim większość z nas przypomina sobie zwykle w dniu jego rocznicy, czyli 1 sierpnia. Podejrzewam, że Pan, jako uczestnik tych tragicznych wydarzeń, myśli o nich znacznie częściej…

O tak, zdecydowanie częściej! Systematycznie rozmawiam o tym z uczniami dolnośląskich i opolskich szkół. Opowiadałem o Powstaniu Warszawskim już w 147 szkołach na tym terenie. Ale młodzież jest bardzo zainteresowana również tym, jak wyglądały lata okupacji. A musimy podkreślić, że to straszne czasy: nie było gimnazjum, liceum, wyższych uczelni, obowiązywała godzina policyjna, prąd mieliśmy tylko przez godzinę dziennie, przydziały na żywność były wręcz głodowe – kupowaliśmy wszystko na kartki, codziennie Niemcy nękali nas łapankami, co drugi dzień byliśmy świadkami rozstrzeliwania. Przypomnę, że w czasie II wojny światowej zostało rozstrzelanych 36 tysięcy warszawiaków!

Wiele osób, w tym część historyków uważa, że decyzja o Powstaniu Warszawskim doprowadziła do niepotrzebnej, bezsensownej rzezi. Jak Pan, uczestnik tego zrywu zapatruje się na to?

Moim zdaniem tylko ktoś, kto przeżył 5 lat strasznej okupacji (proszę to zaznaczyć) ma prawo mówić o sensie czy bezsensowności Powstania Warszawskiego. Dlaczego ono w ogóle wybuchło? Przecież pierwotnie plany akcji „Burza” zorganizowanej przez Armię Krajową nie obejmowały Warszawy… Kiedy jednak zobaczyliśmy, co się dzieje na Wileńszczyźnie, Polesiu, Wołyniu, okolicach Nowogródka, Tarnopolu, Lwowie czy Stanisławowie, gdzie żołnierze polscy zostali aresztowani, a ich dowódcy wysłani w głąb Związku Radzieckiego, podjęto decyzję: musimy walczyć! Do walki stanęło 41 tysięcy żołnierzy polskiego państwa podziemnego. Gros z nich stanowiła Armia Krajowa, ale były też Narodowe Siły Zbrojne i syndykaliści z PPS-u. Z kolei 6 i 7 sierpnia przyłączyły się też lewicowe ugrupowania: Armia Ludowa i Korpus Bezpieczeństwa, ale ich było około 1800 żołnierzy. Zgodnie z planem mieliśmy walczyć 3 dni, zdobywając w tym czasie około 100 obiektów – przede wszystkim te strategiczne jak dworce, lotnisko i mosty. Niestety, to się nam nie udało…

Był Pan wtedy nastolatkiem. Miał Pan jakieś wątpliwości związane z tym, czy należy walczyć, czy nie?

Z dokumentów wynika, że miałem 15 lat, ale faktycznie to było 14 lat i 3 miesiące (uśmiech). 1 sierpnia zostałem skierowany razem z kolegą (z którym chodziłem na tajne komplety) na ulicę Szpitalną 12, ale nie mogliśmy tam dotrzeć. Nie miałem pojęcia, co się tam mieści – wiedziałem tylko, że obok jest poczta główna, w budynku której broniło się 110 Niemców. Jednak w nocy z 1 na 2 sierpnia uciekli na Krakowskie Przedmieście do komendy policji. Dopiero wtedy udało nam się dotrzeć pod wskazany adres. Okazało się, że mieściły się tam Tajne Wojskowe Zakłady Wydawnicze, placówka numer 1. Ona była olbrzymia – drukowano tam dziennie około 20–30 tysięcy egzemplarzy „Biuletynu Informacyjnego”, 5–10 tysięcy „Rzeczypospolitej organu polskiego państwa podziemnego (nazywaliśmy go „Rzepą”) i ponad 10 tysięcy sztuk „Robotnika PPS – Wolność, Równość, Niepodległość”. W kilku sąsiednich drukarniach (a działały i na Złotej, i na Chmielnej) drukowano inne rzeczy – np. na Złotej plakaty. Z tym że one w czasie powstania wszystkie były tylko w 3 kolorach: czarnym, białym i szarym. Dopiero w dzisiejszych czasach pokolorowano je.

Jak rozumiem, Pan zajmował się dostarczaniem tych pism warszawiakom?

Tak, przydzielono mi bardzo dobry rejon w samym centrum – Nowy Świat, Marszałkowska, Aleje Jerozolimskie, Królewska. Niestety, do Królewskiej nigdy nie udało mi się dotrzeć… Docierałem do Świętokrzyskiej, a dalej ogień z Ogrodu Saskiego był już za silny, żeby można się było przedrzeć.

Któryś z tych powstańczych obrazów w sposób szczególny utkwił Panu w pamięci? Pytam o obrazy, które często Pan sobie przypomina…

Tak, to coś, do wydarzyło się dzień przez zakończeniem Powstania Warszawskiego – śmierć mojego ojca, który został rozerwany granatem. On od czasów I wojny światowej (służył w wojsku carskim) był inwalidą. Mając przepustkę, poruszałem się po powstańczej Warszawie i w końcu przedostałem się do ojca. Jego ciało przykryłem stertą cegieł i drzwiami, które zdjąłem z jakichś ruin. Prawie równo rok później pojawiłem się tam znowu – akurat wtedy ogłoszono w „Życiu Warszawy”, że na tej ulicy będą wydobywane z grobów wojennych zwłoki poległych. Dotarłem do Dworca Zachodniego, szedłem przez plac Narutowicza, a tam akurat wydobyto zwłoki 200 osób – bez głów, bez nóg i rąk. To był potworny widok! Dotarłem wreszcie na ulicę Śliską, gdzie leżały zwłoki mojego ojca. Został pochowany w grobie wojennym na Powązkach Wojskowych. Wie pan, ja dwa lata ubiegałem się o to, by moje szczątki zostały pochowane w tym grobie, w którym spoczął mój ojciec. Pani prezydent Warszawy nie zgadzała się na to. Nowy wojewoda wydał wreszcie zgodę, ale postawił warunek, że nic nie mogę zmieniać w napisie nagrobnym. Ale co tu zmieniać: ojciec Wołczaski, ja – też, ojciec miał na imię Stanisław – ja też, ojciec miał pseudonim „Kazimierz” – ja też. Tylko rok urodzenia się nie zgadza – ojciec urodził się w 1900. Niemal wszystko jest takie samo (uśmiech).

Żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej są spadkobiercami żołnierzy Armii Krajowej, między innymi Powstańców Warszawskich. Czy biorąc pod uwagę sytuację, w której żyjemy, chciałby Pan nam wszystkim coś szczególnego przekazać w dniu 78 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego?

Oczywiście! Myśmy walczyli pod hasłem: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Uważam, że zwyciężyliśmy! W czasie każdego spotkania z młodzieżą przypominam o tym. Żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej też powinni być wierni tej dewizie i to ona powinna im zawsze przyświecać!

Pokazaliście nam, że Polska może być Polską, pokazaliście, że nigdy nie wolno zwątpić i się poddawać, nigdy nie wolno zostawiać Ojczyzny

Dziękujemy!

Przysięga wojskowa 16 Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w Legnicy.

W niedzielę 22 maja na legnickim Rynku odbyła się uroczysta przysięga wojskowa połączona z promocją służby wojskowej w 16 Dolnośląskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej. Przysięga wojskowa jest jednym z najważniejszych i najbardziej podniosłych wydarzeń w życiu każdego żołnierza. Jest to akt ślubowania będący jednocześnie wyrazem najwyższego zobowiązania wobec Ojczyzny i Narodu Polskiego, który towarzyszy polskiemu żołnierzowi przez całe tysiąclecia. Nadaje ona sens służbie wojskowej.

W Katedrze Apostołów Piotra i Pawła uroczystą przysięgę poprzedziła msza święta połączona z błogosławieństwem żołnierzy.

Legnica po raz pierwszy była gospodarzem przysięgi wojskowej Dolnośląskich Terytorialsów.  Uroczysta zbiórka wojskowa była dużym wydarzeniem nie tylko dla mieszkańców, ale też dla przedstawicieli władz regionu. Żołnierzy i zaproszonych gości przywitał płk Artur Barański Dowódca 16. Dolnośląskiej Brygady Obrony Terytorialnej.

Podczas powitania uczestników uroczystości, Dowódca Terytorialsów nawiązał do tradycji wojskowych oraz patrona Brygady, którym jest ppłk. Ludwik Marszałek ps. „Zbroja”.

Wśród gości był gospodarz miasta Tadeusz Krzakowski Prezydent Legnicy, który podziękował żołnierzom za dotychczasową współpracę oraz wyjątkowe wydarzenie, którym jest przysięga wojskowa na legnickim Rynku.

„Legnica zawsze była miastem garnizonowym. Ufam, że zostaniecie z Nami na zawsze… Zawsze byliście z nami i zawsze jesteście gotowi Nas wspierać.
… Dumny jestem, że wśród Was są dzisiaj legniczanie. Jesteście żywym dowodem więzi Legnicy z Formacją, której szeregi dzisiaj zasililiście…”
– podkreślił gospodarz Legnicy.

Podczas uroczystości Europoseł Anna Zalewska, członek parlamentu europejskiego odczytała list Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka zaadresowany do żołnierzy składających przysięgę. Ponadto skierowała słowa uznania i szacunku dla decyzji i słów, które wypowiadane podczas przysięgi brzmią szczególnie. Szczególnie wtedy, kiedy toczy się wojna w Europie.

„ Pozwólcie, że ukłonię się nisko Waszym rodzinom. Wasza decyzja, to ich decyzja. Wasze zobowiązanie, to również ich. Jestem zaszczycona, że mogę być dzisiaj świadkiem ceremonii i przysięgi. ”- dodała.

– Starosta powiatu Legnickiego Adam Babuśka, – odczytując list Marszałek Sejmu Elżbiety Witek, zwrócił się do żołnierzy słowami:
„ Nowo zaprzysiężeni żołnierze, chciałabym podkreślić, że należycie do formacji, która w sposób szczególny wiąże obowiązek żołnierski z własnym terytorium, z własnym lokalnym społeczeństwem. Należycie do formacji, która jest zawsze gotowa do szybkiej i skutecznej reakcji na zagrożenia. Ufam zatem, aby dzisiejsza uroczystość była początkiem Waszej  pomyślnej i odpowiedzialniej służby na rzecz naszej małej Ojczyzny, a zarazem urzeczywistnieniem Waszych celów i dążeń …”

– Marszałek Województwa Dolnośląskiego, zwracając się do zebranych na legnickim rynku podkreślił: – „Żyjemy w czasach, gdy jesteśmy zalewania słowami i można powiedzieć, że często słowa tracą wartość.  Ale Wy macie na ramionach motto WOT „Zawsze Gotowi, Zawsze Blisko”. Ja chciałbym podzielić się doświadczeniami samorządowców, ponieważ w Waszym przypadku to nie tylko słowa, ale za każdym razem, gdy znajdujemy się w trudnej sytuacji Wy jesteście zawsze gotowi i zawsze blisko.

Pandemia – Wy byliście Zawsze Gotowi i Zawsze Blisko. Gdy trzeba było bronić i trzeba nadal bronić granicy polsko-białoruskiej Wy jesteście Zawsze Gotowi i Zawsze Blisko. Gdy trzeba pomagać uchodźcom również jesteście z nami…”

Uroczystość zaszczycili swoją obecnością Parlamentarzyści z Dolnego Śląska, senator Dorota Czudowska – członek Senackiej Komisji Obrony Narodowej, posłowie Ewa Szymańska i Robert Obaz, a także prezesi zarządów firm i instytucji zaprzyjaźnionych z 16 DBOT.

„16 Dolnośląska Brygada liczy dzisiaj ponad 1300 żołnierzy z czego ponad 100 to legniczanie. Z dumą patrzymy w przyszłość, bo każdego dnia jest nas więcej.  Dzięki naszej pełnej poświęcenia służbie, oliwkowy beret staje się synonimem nadziei i sił nierozerwalnych więzi łączących naród z Wojskiem Polskim” – podkreśla płk Artur Barański.

Światełko dla Bohatera z AK – 80. rocznica przemianowania Związku Walki Zbrojnej w Armię Krajową.

 

Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej wraz z żołnierzami Wojsk Obrony Terytorialnej, zapraszają do zapalenia światełka na miejscu pamięci żołnierzy Armii Krajowej. Jak podkreślają sami żołnierze, dla Polaka to duma i honor być spadkobiercą tradycji walki o wolność oraz niezależność państwową i osobistą. Od początku formowania Wojsk Obrony Terytorialnej pewne było, że tradycje formacji lokowane będą w Armii Krajowej.

W przededniu 80 rocznicy wydania rozkazu Wodza Naczelnego Polskich Sił Zbrojnych gen. Władysława Sikorskiego, o przemianowaniu Związku Walki Zbrojnej na Armię Krajową, w niedzielę 13 lutego, o godzinie 14.00 – żołnierze Obrony Terytorialnej postawią w swoich miejscowościach światełko na grobach Bohaterów z AK lub miejscach Ich pamięci. Zapraszamy do dołączenia do tej inicjatywy. Może na malutkim cmentarzu w Państwa miejscowości, jest zapomniany grób żołnierza AK? Niech w tym dniu, w przededniu 80 rocznicy przemianowania Związku Walki Zbrojnej w Armię Krajową, nie zabraknie symbolu pamięci w miejscach uświęconych krwią Bohaterów oraz na miejscach Ich wiecznego odpoczynku.

Żołnierze 16 Dolnośląskiej Brygady Obrony Terytorialnej, ŚZŻAK Okręg Dolnośląski Powstaniec Warszawski Pan  kpt. Stanisław Wołczaski oraz przedstawiciele Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego, Oddziału IPN Wrocław oraz przedstawiciele Stowarzyszenia Odra- Niemen, zapalą symboliczne znicze pamięci na grobach bohaterów AK.

14 lutego, w dniu 80 rocznicy przemianowania Związku Walki Zbrojnej w Armię Krajową, o godzinie 10.00 złożone zostaną znicze pamięci, pod pomnikiem pierwszego Komendanta Armii Krajowej, gen. Stefana Roweckiego ps. „Grot” (stąd także nazwa karabinka dedykowanego żołnierzom OT – MSBS „GROT”) a chwilę potem pod pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego.

Dowództwo WOT kontynuuje tradycje Komendy Głównej Armii Krajowej. Opieka nad miejscami spoczynku, ale także troska o pozostających wśród nas kombatantów, to szczególna rola, jaka przypisana została żołnierzom Wojsk Obrony Terytorialnej. Obecnie żołnierze OT mają pod swoją opieką blisko 900 kombatantów, żołnierzy AK i bohaterów wojennych. Ta najmłodsza formacja polskich Sił Zbrojnych, integralna część polskiej armii, dziedziczy tradycje, dorobek, dzielność i nieustępliwość żołnierzy Armii Krajowej. Terytorialsi, jak niegdyś AK-owcy, mają bardzo silną motywację do służby i kierują się tymi samymi przekonaniami, gotowością obrony własnej Ojczyzny. Na wniosek dowódcy WOT, gen. broni Wiesława Kukuły, już na początku tworzenia się WOT, Prezydium Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej (ŚZŻAK) jednogłośnie zaakceptowało prośbę o wyrażenie zgody na umieszczenie na tarczy Orła WOT, Znaku Polski Walczącej („Kotwicy”) oraz na dziedziczenie tradycji przez Dowództwo oraz Brygady Obrony Terytorialnej. 28 czerwca 2017 – Dowództwo WOT uroczyście przejęło dziedzictwo tradycji Komendy Głównej Armii Krajowej, a w dniu 27 września – obchodzone jest święto WOT, na pamiątkę 27 września 1939, utworzenia Służby Zwycięstwu Polski, zmienionego na Związek Walki Zbrojnej a 14 lutego 1942 roku przemianowanego na Armię Krajową.

Żołnierze WOT otrzymali także od Światowego Związku Żołnierzy AK, „Testament żołnierzy i obywateli Polskiego Państwa Podziemnego”.

Przemówienie Aleksandra Szweda na posiedzeniu Senatu w sprawie pacyfikacji kopalni „Wujek”

Senator Aleksander Szwed podczas 34 posiedzenia Senatu: „W dniu dzisiejszym, w 40 rocznicę pacyfikacji kopalni „Wujek”, jako „Senat Rzeczypospolitej Polskiej składamy hołd zamordowanym oraz wyrażamy wdzięczność i podziękowania wszystkim walczącym o wolność, godność i suwerenność.”. Senat jednogłośnie przyjąłuchwałę w 40. rocznicę pacyfikacji kopalni „Wujek”.

14 grudnia br. Senat jednogłośnie 91 głosami za podjął uchwałę w 40. rocznicę pacyfikacji kopalni „Wujek”. W trakcie dyskusji swoje
przemówienie zgłosił również senator Aleksander Szwed, który był jednym z inicjatorów wniesienia projektu do prac legislacyjnych.

Przemówienie senatora Aleksandra Szweda:

„Panie Marszałku, Wysoka Izbo,

W dniu dzisiejszym, w 40 rocznicę pacyfikacji kopalni „Wujek”, jako „Senat Rzeczypospolitej Polskiej składamy hołd zamordowanym oraz
wyrażamy wdzięczność i podziękowania wszystkim walczącym o wolność, godność i suwerenność.”.

Pacyfikacja kopalni „Wujek” jest w opinii większości historyków największą zbrodnią stanu wojen-nego. Jak podkreślono na stronach Instytutu Pamięci Narodowej „Dziewięć ofiar śmiertelnych i kilkudziesięciu rannych – to krwawy bilans pacyfikacji strajkującej załogi ko-palni „Wujek” w Katowicach, przeprowadzonej przez ZOMO i wojsko 16 grudnia 1981 roku, po wprowadzeniu przez ekipę gen. Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego. Najmłodszy z zastrzelonych miał zaledwie 19 lat. Gdy 13 grudnia 1981 roku o świcie górnicy z katowickiej kopalni „Wujek” przygotowywali się do rozpoczęcia pracy, nie wiedzieli jeszcze o gigantycznej operacji komunistycznej władzy, wymierzonej w „Solidarność” i miliony popierających ją Polaków.

Niepewność wzbudziła natomiast informacja o brutalnym zatrzymaniu minionej nocy Jana Ludwiczaka, przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarności”. Po porannym przemówienia gen. Wojciecha Jaruzelskiego było już jasne, że to efekt stanu wojennego. Wkrótce  zaczął się górniczy protest. Strajkujący domagali się uwolnienia Ludwiczaka oraz innych aresztowanych działaczy z całego kraju, a także zniesienia stanu wojennego, co miało umożliwić ponowną działalność związku. Stanął nie tylko „Wujek” – na terenie woj. katowickiego strajkowało około 50 zakładów pracy. Władze PRL postanowiły spacyfikować „bunt” górników także po to, by zastraszyć innych. Już 14 grudnia wojsko i milicja przystąpiły dotłumienia protestów.

W Jastrzębiu-Zdroju pod kopalnią „Manifest Lipcowy” otworzono ogień do górników, raniąc czterech z nich. Była to zapowiedź najkrwawszej pacyfikacji w okresie stanu wojennego – masakry przeprowadzonej przez ZOMO na terenie KWK „Wujek”, gdzie strajkowało ok. trzech tys. górników. Decyzję o użyciu siły podjęto 15 grudnia wieczorem, podczas narady Wojewódzkiego Komitetu  Obrony. Ogrom sił, które skierowano do kopalni – 1471 funkcjonariuszy MO i ZOMO oraz 760 żołnierzy, dysponujących 22  czołgami i 44 wozami bojowymi – jednoznacznie świadczył o zamiarach  komunistów. Początek akcji „odblokowania” kopalni zaplanowano na 16 grudnia. Kilka minut po godzinie 8.00 teren KWK „Wujek” szczelnie  otoczyła milicja, do której później dołączyło wojsko.

Po wezwaniu strajkujących do rozejścia się (niewzruszeni protestujący odśpiewali m.in. Mazurka Dąbrowskiego), użyciu armatek wodnych i  wyrzutni gazu, rozpoczął się szturm na kopalnię. Na teren zakładu wjechały czołgi i wozy bojowe, taranując ogrodzenie. Strajkujący próbowali się bronić m.in. przy użyciu metalowych prętów. Stawiali też pośpiesznie barykady. Największy dramat rozegrał się ok. 12.30, gdy do akcji pacyfikacyjnej skierowano pluton specjalny ZOMO.

Funkcjonariusze wyposażeni w pistolety maszynowe zabili sześciugórników. Bilans ofiar śmiertelnych wzrósł potem do dziewięciu trzech rannych zmarło w szpitalu. Plan zduszenia siłą strajku w KWK „Wujek”, a także charakter ran postrzałowych ofiar (jamybrzusznej, klatki piersiowej czy czaszki) dowodzą, że masakra z 16 grudnia była działaniem z premedytacją. Świadczy o tym także fakt utrudniania przez wojsko i milicję akcji ratunkowej na terenie kopalni. Krwawy rezultat pacyfikacji „Wujka” – 9 zabitych i 23 rannych górników (nie licząc zatrutych gazem) przesądził o zakończeniu strajku w dniu masakry, 16 grudnia. Rany odniosło także kilkudziesięciu funkcjonariuszy milicji i żołnierzy. Władze komunistyczne postawiły przed sądem organizatorów protestu. 3 lutego 1982 roku wydano wyroki – dwa tygodnie po umorzenia śledztwa w sprawie odpowiedzialności funkcjonariuszy za użycie broni palnej (rzekoma „obrona konieczna”).

Na cztery lata więzienia skazano przewodniczącego Komitetu Strajkowego Stanisława Płatka. Inni sądzeni – Adam Skwira, Marian Głuch i Jerzy Wartak, usłyszeli wyroki trzech lat więzienia. Potrzeba było aż 27 lat, aby ukarać odpowiedzialnego za krwawą pacyfikację „Wujka” – dowódcę plutonu specjalnego ZOMO sierż. Romualda Cieślaka (24 czerwca 2008 roku został skazany na sześć lat pozbawienia wolności). Kilkunastu jego podwładnych otrzymało kary od trzech i pół roku do czterech lat więzienia. Przywódcy PZPR, którzy poprzez decyzję o stanie wojennym przypieczętowali los górników, nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności. Ówczesny szef MSW Czesław Kiszczak był sądzony w związku z masakrą w „Wujku” kil-kukrotnie, począwszy od 1994  roku. W 2008 roku sąd uznał jego „nieumyślną winę”, jednak rok później były szef MSW został uniewinniony. – Generał odpowie teraz przed Sędzią Najwyższym –     powiedział po śmierci Kiszczaka  Czesław Kłosek z kopalni „Ma-nifest Lipcowy”. Strajkujący wówczas górnik do dziś nosi pocisk w kręgosłupie po tam-tej akcji milicji.”.

Jak podkreślono w uchwale: „Tragedia w kopalni „Wujek” stała się symbolem oporu części Polaków wobec stanu wojennego,   a dziewięciu zabitych górników weszło do panteonu narodowych bohaterów walczących o suwerenną Polskę. W 40. rocznicę pacyfikacji kopalni „Wujek” wydarzenia tamtych dni są ciągle żywe.”. Trzeba podkreślić z całą mocą, zgadzając się z tezą zawartą w uchwale że „Pomimo bólu i cierpienia była to wygrana walka o przyszłość naszej Ojczyzny. Pamiętamy i pamiętać będziemy. Taka tragedia nie powinna się już nigdy powtórzyć.”.
Wyrażam wdzięczność za przygotowanie niniejszej uchwały, którą w pełni popieram. Jestem zaszczycony, że miałem zaszczyt znaleźć się
wśród senatorów którzy wnieśli niniejszy projekt do prac pod dzisiejsze obrady Senatu.

Dziękuje bardzo”.

 

Zródło: Senat RP 

Lektura losów najstarszych dzierżoniowian

Na rynku pojawił się kolejny, czwarty już tom książki „Dzierżoniów i jego mieszkańcy”. To spisane wspomnienia i doświadczenia tych, którzy wpisali się w miejski krajobraz kulturowy tych ziem. To ocalony od zapomnienia zapis lokalnej, często subiektywnej, historii miasta. Książkę można kupić w Muzeum Miejskim Dzierżoniowa.

Promocja książki odbyła się 25 listopada. Zaprezentowano w niej wspomnienia dzierżoniowian, którzy mieli znaczący wpływ na życie i rozwój naszego miasta. Każdy z rozdziałów to inna historia ukazująca różne korzenie, warunki życia, wychowania, pracy, tłumaczące zarówno wielokulturowość, jak i spójność społeczeństwa powojennego tych terenów.

Biografie dzierżoniowian zostały opracowane przez Towarzystwo Miłośników Dzierżoniowa i Muzeum Miejskie Dzierżoniowa. W poprzednich trzech tomach serii „Dzierżoniów i jego mieszkańcy” przedstawione zostały losy pierwszych osadników, pracowników Diory i samorządowców.

Dla przyszłych pokoleń opisane dzieje będą zamierzchłą przeszłością bez możliwości konfrontacji. My mamy jeszcze ten komfort. Warto z tej możliwości skorzystać. Kolejne tomy o mieszkańcach mogą stać się przyczynkiem do głębszego poznawania lokalnych dziejów. I dziejów poszczególnych osób, które w tamtych trudnych, wojennych czasach, były często niezwykłe, zawikłane, trudne, ale i ciekawe.

UM Dzierżoniów

Klasztor Księgi Henrykowskiej

Największa tajemnica Ziemi Ziębickiej to Zespół klasztorny opactwa cysterskiego w Henrykowie. Miejsce z bogatą przeszłością i barokową architekturą. Integralną częścią klasztoru jest Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Jana Chrzciciela. Kompleks położony jest na terenie gminy Ziębice w Powiecie Ząbkowickim. Na liście najcenniejszych atrakcji turystycznych na Dolnym Śląsku obiekt zajmuje wysoką pozycję.

Pierwsze wzmianki o klasztorze pochodzą z 1222 r. To wtedy książęta Śląscy sprowadzili Cystersów na Ziemię Ziębicką i dzięki nim Klasztor mógł się rozwijać. Taki stan rzeczy nie trwał długo, ponieważ  19 lat później klasztor uległ zniszczeniu przez najazd Tatarów, co znacząco zahamowało rozwój. W czasie jego odbudowy powstała Księga Henrykowska.

Księga założenia klasztoru świętej Marii Dziewicy w Henrykowie, znana jako Księga Henrykowska spisana przez Galla Anonima jest największym zabytkiem polskiego piśmiennictwa.  Spisana po łacinie kronika zawierająca najstarsze zapisane zdanie w języku polskim – „Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai”; co współcześnie oznacza „Daj, niech ja pomielę, a ty odpoczywaj”. Oprócz tego księga zawiera  około 120 nazw miejscowości przeważnie z południowo-wschodnich terenów Dolnego Śląska.

Po Wojnie Trzydziestoletniej przypada okres największego rozwoju klasztoru.  Obecny kształt Klasztor zyskał dzięki XVII i XVIII-wiecznej przebudowie i udaje się też w tym okresie opatowi Henrykowi Kahlertowi  spłacić długi. Powstaje zespół barokowych zabudowań które można podziwiać do dziś; kościół klasztorny otrzymał barokowe wyposażenie, w tym ołtarz główny z obrazem “Boże Narodzenie” słynnego śląskiego malarza –  Michała Willmanna.

Na skutek wojen prusko-austriackich z XVIII w. opactwo podupadło. Kres funkcjonowania klasztoru przyniosły wojny napoleońskie. W 1801 władze pruskie zamknęły klasztorne gimnazjum oraz zarekwirowały klasztorną bibliotekę z najbogatszym na Śląsku księgozbiorem. Po ogłoszeniu przez Króla Prus edyktu sekularyzacyjnego mnisi zmuszeni zostali do opuszczenia klasztoru. Opactwo henrykowskie zostało zlikwidowane i przebudowane na potrzeby rezydencjonalne dla Królowej Holandii.  W tamtym okresie urządzono przy klasztorze ogród w stylu włoskim.

W czasie II wojny światowej w budynku klasztoru znajdowała się fabryka wojskowa. Cystersi powrócili tu w 1949 r., odzyskując we władanie kościół klasztorny. W okresie PRL reszta budynków służyła jako magazyn rolniczy czy ośrodek kolonijny. Po roku 1989 zaczęto przywracać miejscu sakralne funkcje. Otwarto tu oddział Seminarium Duchownego Archidiecezji Wrocławskiej i Katolickie Liceum Ogólnokształcące.

Obiekt dostępny jest również dla zwiedzających. Do najciekawszych obiektów należy tajemnicze wnętrze kościoła, gdzie w prezbiterium są przepięknie rzeźbione ławy. Bogato zdobione, pełne postaci aniołów, papieży, kardynałów, biskupów uzupełnione scenami z życia Chrystusa, wykonane z drewna lipowego i dębowego. Oprócz tego zwiedzający mogą podziwiać kaplicę św. Magdaleny Pokutnicy, w której chowano Piastów Ziębickich.

 

Do najcenniejszych zabytków znajdujących się w Henrykowie należy również XVII-wieczna monstrancja  wykonana z pozłacanego srebra, ozdobiona drogocennymi kamieniami. Jest w Kształcie drzewa i przedstawia rodowód Jezusa. Nawiązuje do prorockiej zapowiedzi z Księgi Izajasza, zapowiadającego narodziny Mesjasza. Wykonał ją wrocławski złotnik Christian Mentzel. W czasie II wojny światowej monstrancja zaginęła. Powróciła do Henrykowa dzięki pewnemu mieszkańcowi Kłodzka, który wykupił ją… za kilka butelek bimbru.

 

tekst: Remigiusz Biały
Zdjęcia: AdobeStock

 

Nieznana historia – Dzierżoniowska Mennica

Wszystkie drogi dla turystów odwiedzających Dzierżoniów prowadzą na rynek na wieże ratusza. Jednak po zakończeniu podziwiania panoramy miasta, masywu Gór Sowich i Ślęży na zwiedzających czeka jeszcze jedna atrakcja – mennica. Dokładnie to rekonstrukcja  XIV-wiecznego warsztatu menniczego, który znajduje się w lochu w wieży ratuszowej. 

Istnienie tego miejsca ma podłoże historyczne. W dokumencie wystawionym w Mianowie w 1352 r. książe świdnicki z dynastii Piastów – Bolko II Mały nadał trzem miastom przywilej wybijania monet w tym dla Dzierzoniowa, ówczesnego Rychbachu. Monety były bite ze srebra z dodatkiem miedzi. Taki przywilej wykupiono na 10 lat za 60 kg srebra. Na awersie Halerza z XIVw. widnieją trzy litery MCR. Jest to skrót od Moneta Civitas Rychbach – Moneta Miasta Rychbach. Na rewersie umieszczono orła dolnośląskiego z czasów panowania Piastów. 

Halerz z 1352 r.

Po lewej rewers – litery MCR | Po prawej awers – orzeł Dolnego Śląska

Obecnie historykom trudno jest ustalić gdzie dokładnie w Dzierżoniowie wybijano monety, dlatego pokazy mennicze odbywają się w pomieszczeniu po dawnym lochu więziennym. Turyści mają okazję tam poznać bliżej historię wybijania monet w średniowieczu i historię średniowiecznego Dzierżoniowa. Na pokazie każdy z uczestników może samodzielnie przygotować kruszec i wybić kopie Halerza z 1352 roku i pamiątkową monetę Dzierżoniowa z ratuszem na awersie i herbem miasta na rewersie. 

Moneta pamiątkowa Dzierżoniowa

Po lewej rewers – z ratuszem i napisem „Miasto Dzierżoniów” | Po prawej awers – z herbem miasta i napisem „Św. Jerzy patron Dzierżoniowa”

 

Tekst i foto: Remigiusz Biały