Ogłoszenia

Ogłoszenia

Wielki Konkurs po Drodze – odwiedź Złoty Stok i wygraj wspaniałe nagrody!

Miedzianka po Drodze jest pierwszym miedziankowym festiwalem literackim, z którym ruszamy w drogę, zachęcając do uważnych mikropodróży. Teraz chcemy dowiedzieć się więcej o miejscach, które odwiedzamy. Dlatego razem z ecyklopedią i Kopalnią Złota w Złotym Stoku ogłaszamy Wielki Konkurs po Drodze.

Opowiedzcie nam o Gliwicach, Raciborzu, Nysie, Opolu, Złotym Stoku, Pleszewie lub Gminie Tarnowo Podgórne ze swojej perspektywy. Co warto zobaczyć, dotknąć, posmakować? Czego doświadczyć? Co Wy znajdujecie w tych miejscach? Kogo spotykacie? O czym rozmawia się w Złotym Stoku i czym żyje Pleszew? Czego dowiedzieliście się ostatnio o Opolu i czy zgubiliście się kiedyś w Gliwicach? Gdzie spędza się czas w Gminie Tarnowo Podgórne? O czym marzą mieszkańcy Raciborza? Dokąd spaceruje się w Nysie? To tylko niektóre z pytań zadawanych przez nas w podróży. Możecie mieć własne, drążyć i przyglądać się najbliższemu krajobrazowi.

Zasady są proste:

  1. Zaplanuj jednodniową wycieczkę (pieszą lub rowerową), która zaczyna się lub kończy w jednej z festiwalowych miejscowości (Gliwice, Racibórz, Nysa, Opole, Złoty Stok, Pleszew, Gmina Tarnowo Podgórne). O tym, jak długa jest taka jednodniowa wycieczka decydujesz Ty i zdrowy rozsądek.
  2. Opowiedz o wycieczce w Internecie w taki sposób, że inni chcieli wyruszyć Twoim śladem. Możesz zrobić to, jak chcesz. J Możesz opisać wyprawę, zmontować film albo stworzyć prosty reportaż dźwiękowy. Możesz napisać post w mediach społecznościowych i dodać do niego zdjęcia. Niech żyje kreatywność! Cokolwiek wymyślisz, opublikuj to na Facebooku lub Instagramie i nie zapomnij dodać hasztag #konkurspodrodze oraz oznaczyć profile Miedzianki po Drodze (com/MiedziankaFest lub instagram.com/miedziankafest/) i ecyklopedii (facebook.com/ecyklopedia lub instagram.com/ecyklopedia).
  3. 1 września przyjedź/przyjdź na festiwal Miedzianka po Drodze w Złotym Stoku i w naszej mobilnej księgarni wypełnij krótki formularz zgłoszeniowy. Jeśli nie masz 18 lat musisz mieć pozwolenie opiekuna lub rodzica na udział w konkursie. Po wypełnieniu formularza otrzymasz unikalny numer – tylko ten numer uprawnia zwycięskie osoby do odebrania nagród.
  4. Na relacje z podróży czekamy do 20 września. Posty dodane po tym terminie nie będą brane pod uwagę.

Prace konkursowe oceni jury w składzie: Filip Springer (Miedzianka po Drodze), Bogusław Sobczak (ecyklopedia), Małgorzta Szumska (Kopalnia Złota w Złotym Stoku), Robb Maciąg (Etnowarsztaty)

Dlaczego warto?

  • Główną nagrodą w konkursie jest rower elektryczny marki Tenways EBike CGO600, którego sponsorem jest ecyklopedia concept store z rowerami elektrycznymi w Warszawie. Wartość nagrody to 7 693 złotych.
  • II nagroda to weekend w Kopalni Złota w Złotym Stoku (w terminie ustalonym z właścicielem obiektu). Sponsorem nagrody jest Kopalnia Złota w Złotym Stoku/
  • III nagroda to pakiet 10 książek wydawnictwa Dowody na Istnienie.

Warto także po to, by coś przeżyć, zobaczyć i na nowo przyjrzeć się bliskim miejscom.

Organizatorem konkursu jest Fundacja Instytut Reportażu w Warszawie (Gałczyńskiego 7, 00-362 Warszawa). Sponsorami w konkursie są ecyklopedia i Kopalnia Złota w Złotym Stoku.

Wyniki konkursu zostaną opublikowane w mediach społecznościowych festiwalu Miedzianka po Drodze (FB i IG) oraz na stronie internetowej www.miedziankapodrodze.pl do końca września

Pamiętajcie: szukamy wycieczek z nieoczywistymi wątkami i niebanalnych motywów przewodnich, które pozwolą spojrzeć na odwiedzane przez nas i przez Was miejsca w zupełnie nowy sposób.

 

Powodzenia!

Rowerem znad Morza Czarnego w Bieszczady cz.6. Transylwania – czyli piękniejsza Rumunia za lasem.

Za oknem znów rowerowa pogoda wracamy zatem do naszej rowerowej opowieści o wędrówkach na dwóch kółkach.

Po tygodniu wędrówki wspinając się Drogą Transfogarską na wysokość ponad 2000 m n.p.m., stając nad brzegiem jeziora Balea spoglądamy na północ. U naszych stóp wstęgi serpentyn, którymi rankiem ruszymy w dół, zachodzące słońce powoli zmienia krajobraz widocznej w oddali Kotliny Siedmiogrodzkiej. Za naszymi plecami potężne masywy Moldoveanu i Negolu, dwóch najwyższych szczytów rumuńskich Karpat, odbijające się w wodach jeziora, nad którego brzegiem w schronisku postanawiamy przenocować. Należy się nam nagroda za wczorajszą wspinaczkę. Ale nie śpieszy nam się na nocleg, do ostatniego promienia słońca obserwujemy toczący się spektakl natury.

 

Nocleg w schronisku w cenie hotelu, ale za to śniadania nie trzeba robić, otwieram oczy spoglądam przez okno a tu … oddział polskiego wojska naciera na schronisko. Lekka konsternacja, bo fakt -telewizji nie oglądamy, człowiek tydzień bez mediów a tu takie rzeczy! Jak się okazuje to nie bratnia inwazja, lecz szkolenie polskiej piechoty górskiej w ramach współpracy z rumuńska armią. Żołnierze przeglądają mapy, aktualizują aplikacje  w telefonach i szykują się do wymarszu w szczytowe partie Karpat, będą atakować Negolu w wojskowym rynsztunku. Chyba jeszcze niejedną osobę na szlaku lekko spłoszą, na szczęście naszywki dobrze widoczne i szybko się wyjaśni, że to nie zielone ludziki z Donbasu Karpatami się przedzierają.

Przed zjazdem, jaki już nas kusi za przełęczą, trzeba sprawdzić hamulce, mocowanie sakw i  bagażników, ubrać coś wiatroszczelnego, zamocować kamery, aparaty i jazda w dół. Nasze fotoreporterskie zacięcie nie pozwala nam na przegapienie takiej okazji i co chwilę na poboczu zatrzymujemy się, żeby zrobić kolejną fotkę wijącej się zboczem doliny drogi. Ale jako szlakowy naszego rowerowego teamu stwierdzam po piątym postoju – koniec. Teraz mkniemy w dół! Blisko 20 kilometrów zjazdu to prawdziwa frajda, nauczeni doświadczeniem zmiennej nawierzchni rumuńskich dróg pilnie obserwujemy, co się dzieje, bo kilka ryzykownych skoków już na początku było. Dziesiątki zakrętów nie pozwalają na rozwinięcie optymalnych prędkości, ale i tak jest bardzo przyjemnie. Gdy lądujemy u stóp Karpat, z zachwytem spoglądamy na to co za nami i przed nami. Potężne góry z lekko ukrytymi w chmurach szczytami wznoszą się nad malowniczym krajobrazem Transylwanii. Jesteśmy w zupełnie innym świecie, na południu było płasko, topornie i socrealistycznie a tu już pierwsza wioska zachwyca nas piękną architekturą. Cartisoara ma już w sobie tego ducha wsi saskich Siedmiogrodu. Te tereny podgórskie, podobnie jak na Dolnym Śląsku Piastowie, królowie węgierscy zaczęli zasiedlać w XII wieku przybyszami z ówczesnego Świętego Cesarstwa Rzymskiego, czyli z dzisiejszych terenów Niemiec, stąd można dostrzec pewne podobieństwo w sposobie lokowania wsi, jak i samej architekturze tych dwóch regionów Europy. Wraz z biegłymi w sztuce budownictwa Niemcami, czyli po węgiersku Sasami, przybyli cystersi ze swoimi – jak na owe czasy nowoczesnymi – zabiegami agrarnymi i dawna lesista kraina najeżdżana przez Pieczyngów, otoczona powstającymi siedmioma warowniami, stała się bogatym Siedmiogrodem.

Jedziemy wzdłuż Oltu w kierunku Fogaraszu, jako że jedziemy drogą DN1 to ruch „pierwsza klasa”, na szczęście minimalne pobocze pozwala na płynną jazdę i kilometry na liczniku szybko się przesuwają. Mkniemy przez kolejne miejscowości, których niestety czasy świetności minęły, nie tak dawno bo 30 lat temu. Sasi z racji swych niemieckich korzeni i wieloletniej przynależności do państwa węgierskiego, któremu Siedmiogród w ramach układu z Trianon odebrano w 1920 r. byli przez lata w socjalistycznej Rumuni obywatelami drugiej kategorii. Po Rumuńskiej Jesieni Ludów odżyły na krótko nadzieje na poprawę sytuacji, ale zmiany były tylko symboliczne, złagodzenie polityki wizowej przez RFN spowodowało masowy odpływ ludności niemieckojęzycznej z Siedmiogrodu i w ciągu kilku lat wyjechało blisko 85%  populacji. Wiele domów stoi zatem pustych, popadają w ruinę albo jest zasiedlana przez Romów, czyli … popada w ruinę. Smutny to widok, ale na horyzoncie już lśni złotem kopuła  katedry Ioan Botezătorul, a po naszemu Jana Chrzciciela w Fogarasz.

Tu musimy podjąć decyzję jak dalej wędrować i który z siedmiu saskich grodów odwiedzić, wszystkie zachwalane w przewodnikach, a na dodatek musimy koniecznie odwiedzić choć kilka wyjątkowych w tym regionie, wpisanych na Listę UNESCO kościołów warownych. Liczymy kilometry, przeliczamy na dni w siodełku, postanawiamy ominąć Brasov i wybrać jako punkt odniesienia Sighisoarę. Trochę żal, ale podróż rowerem ma to do siebie, że trzeba umieć podejmować decyzje logistycznie uzasadnione bo do domu jeszcze bardzo daleko. Opuszczamy zatem główną drogę i zjeżdżamy na transylwańskie bezdroża.

Zabrzmiało złowieszczo, ale asfalt jak na razie jest, tylko jak się okazuje po kilku zakrętach zaczynamy wspinaczkę ponownie w górę. Gdyby nie atakujący znów upał, było by znośnie, nawet w cieniu nie można spokojne odsapnąć, bo z kolei atakują komary. I tak wjeżdżamy na grzbiet ciągnących się po horyzont wzgórz Wyżyny Siedmiogrodzkiej. Widoki znów rekompensują zmęczenie, z jednej strony mamy panoramę łańcucha Karpat a z drugiej wzgórza przykryte falującymi na wietrze łąkami. Jedziemy od jednej saskiej wsi do drugiej, nie często tu spotykają takich turystów, o czym dają nam  wyraźnie znać miny mijanych romskich dzieci, niemal w każdej z nich. Zadowoleni z wyboru tej trasy, podziwiamy kolejne miejscowości, mając za cel na ten dzień miejscowość Viscri. Nie tracimy czasu na dłuższe postoje, choć powoli zmęczenie daje o sobie znać. I kto by pomyślał, że ostatecznie nasz energetyczny zapas wyczerpie na ten dzień Dacia. Wjeżdżamy do wsi Dacia a tu jakiś chłopina pcha samochód, może to i była nawet dacia, mijamy go i nam się żal zrobiło, żar się z nieba leje, auto ni rusz nie chce odpalić. Zostawiamy rowery i proponujemy że popchniemy. Na co chłop wskakuje za kierownicę a my pchamy, pchamy i pchamy, rozpędziło się nieźle, ale po stu metrach stwierdzamy, że gość nie odpala tylko sobie radośnie kieruje. A my robimy za silnik. Masakra, ten zryw dobrej woli, nieoczekiwanie kosztował mnie tyle, że nie mam siły dalej kręcić. Odpoczynek nie poprawia sytuacji, odzywa się może też brak porządnego w tym dniu posiłku, męczę więc kolejne kilometry zrywami, na szczęście Viscri już blisko.  Docieramy do tablicy informującej, że dotarliśmy na miejsce.  Dotarliśmy do miejsca, w którym kończy się asfalt i wjeżdżamy w zupełnie inny świat, cofając się w czasie.

Pałac Gorzanów – perła Ziemi Kłodzkiej.

Położona w dolinie Nysy Kłodzkiej, trochę oddalona od głównych szlaków komunikacyjnych wieś Gorzanów, kryje jeden z najciekawszych zabytków Ziemi Kłodzkiej. Dotrzemy do niej jadąc z Kłodzka w kierunku Bystrzycy Kłodzkiej, gdy tylko wespniemy się na Przełęcz Mielnicką w paśmie Krowiarek, tuż przy dawnej karczmie, skręcamy w prawo i zjeżdżamy w szeroką dolinę Nysy Kłodzkiej. Od razu zobaczymy w dnie doliny położony w centrum Gorzanowa pałac, cel naszej podróży.

Pierwszym tego typu założeniem obronnym w tym miejscu był zamek królewski, który podczas XV wiecznych wojen z husytami został jak wiele obiektów w tym regionie zniszczony. Ale tą dogodną lokalizację postanowiono w kolejnym wieku wykorzystać ponownie i rozpoczęła się budowa nowego zamku, renesansowa budowla została wzniesiona najprawdopodobniej po 1554 r. z inicjatywy Heinricha von Ratschin. Dwór ów został, jak się przypuszcza, przebudowany być może w latach 20-tych XVII w. przez barona von und zu Anneberg, który stworzył w ten sposób dwudziedzińcowe założenie pałacowe, ujednolicone wokół wewnętrznego dziedzińca. Na południe od głównego założenia dodano drugi dziedziniec otoczony z trzech stron budynkami i z czwartej – zachodniej – murem kurtynowym z bramą przejazdową.

Renesansowe założenie pałacowe zbarokizowano w latach 1653-1657, już na zlecenie hrabiego Johanna Friedricha von Herberstein. Zmodernizowano zarówno bryłę zespołu pałacowego, jak i wnętrza pałacu, unowocześniono wystrój elewacji i wnętrz w stylu wczesnego baroku o włoskich proweniencjach. Do dzisiaj zachowały się pięknie polichromowane drewniane stropy (częściowo niestety zniszczone), stiukowe, lustrzane plafony z bogatą dekoracją sztukatorską (w reprezentacyjnych salach pierwszego i drugiego piętra skrzydła wschodniego). Przypuszcza się, że prace te prowadzone były pod kierownictwem Lorenzo Nicelli i Andrei Carove. Nad głównym wejściem od strony dziedzińca zbudowano nowy portal, a na wysokości trzeciej kondygnacji – oddzielono tarasy dekoracyjną ścianą parawanową po północnej i południowej stronie wieży. Kondygnację o charakterze reprezentacyjnym zachowano na drugim piętrze – zgodnie z lokalną tradycją. W dawnej sieni usytuowano salę terrena, z piękną dekoracją sztukatorską i malarską. Wyjście z niej prowadziło na taras, z którego schody prowadziły do rozległego, kwaterowego ogrodu. W północnym skrzydle pałacu usytuowano kaplicę pod wezwaniem Św. Jerzego, którą przykryto sieciowym sklepieniem, pokrytym bogatą dekoracją sztukatorską. Jeszcze w latach 1668-1672 kontynuowano prace nad wystrojem wnętrz założenia. Od północy urządzono podjazd, oddzielony od wsi bramą zwieńczoną pełnoplastyczną figurą Św. Jerzego. W konsekwencji prowadzonych prac powstała okazała rezydencja pałacowo-parkowa, najokazalsza na ziemi kłodzkiej.

Po 1775 r.  przekształcono istniejący ogród w park krajobrazowy w stylu angielskim. Zachowano barokowy Lusthaus –  grotę bogato dekorowaną sztukateriami, wapiennym narzutem mającym przypominać tuf wulkaniczny, z centralnie umieszczoną sadzawką. W 1836 r. założono w parku rosyjskie łazienki, które z czasem udostępniono kuracjuszom. W sąsiedztwie łazienek wybudowano w 1838 r. murowaną kawiarnię. W latach 1830 – 45 park, z którego roztaczały się piękne widoki na góry, udostępniano turystom.

W XVIII w., gdy śląska linia rodu von Herberstein wygasła, a dobra gorzanowskie przeszły w ręce spadkobierców – pałac zamieszkały był jedynie okresowo, choć przez cały rok majątek pracował i pozostawał pod opieką zarządcy. W latach 1816 – 47 na terenie pałacu działał teatr (do dzisiaj istniejący przykład barokowego, pałacowego założenia teatralnego), w którym wystawiano niewielkie sztuki sceniczne, opery, na które zapraszano nawet miejscową ludność. To tutaj mieszkał okresowo, występował, pisał swoje wiersze i nawet reżyserował przedstawienia Carl von Holtei.

Pałac w Gorzanowie podzielił po II wojnie światowej losy wielu śląskich rezydencji, ograbiony i zdewastowany powoli popadał w ruinę. Przypałacowy park, jeden z najpiękniejszych na Dolnym Śląsku zarastał i stracił swój przez lata tworzony klimat. Ratunkiem dla tej budowli stało się przejęcie jej przez Fundację Pałac Gorzanów. Dzięki jej staraniom od 2012 roku rozpoczęły się prace ratunkowe i renowacyjne, zabezpieczono dach i wieżę pałacową.

 Dziś powoli Pałac Gorzanów odżywa, dzięki intensywnym pracom udało się zabezpieczyć sporą część budowli, przede wszystkim teatr pałacowy, w którym odbyły się już pierwsze przedstawienia oraz piękne renesansowe stropy, unikatowe w dolnośląskiej architekturze.

W pałacowych murach zagościł Hultaj Festiwal, który swą nazwą i tradycja nawiązuje do wspomnianego już tu Carla von Holteia, jednej z najbarwniejszych postaci romantycznej kultury niemieckiej. Już systematycznie na pałacowych dziedzińcach w okresie letnim odbywają się targi staroci. Pałac otworzył też swe podwoje dla turystów, można go zwiedzać a nawet skorzystać z bazy noclegowej. Udostępniono bowiem kilka wyremontowanych pokoi dla chcących przenocować w tym niesamowitym klimacie.

Pałac nabiera nowego życia, staje się lokalnym centrum kulturalnym, wystawy, przedstawienia teatralne i koncerty, przyciągają jak dawniej turystów do Gorzanowa. Warto zboczyć z utartych ścieżek i zajrzeć do Pałacu Gorzanów .

 

Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB

Pod koniec grudnia 2021 r. Polski Związek Kolarski podjął uchwałę o organizacji Mistrzostw Polski w maratonie MTB. Zawody odbędą się we wrześniu 2022 r. na terenie powiatu ząbkowickiego. Organizatorem jest MTB Bike Grabek Promotion sp. z o.o. z Jeleniej Góry. 

Maraton MTB jest wyścigiem kolarstwa górskiego, polegającego na ściganiu się kolarzy na długiej i wytrzymałościowej trasie o zmiennym profilu i nawierzchni. Zawody odbędą się  10 września 2022 r. Obecnie trwają jeszcze prace nad dokładną trasą. Pewne jest to że trasa będzie przebiegać przez tereny gminy Stoszowice i Bardo. Jak podają organizatorzy zapisy ruszą jeszcze w pierwszym kwartale br.

„Cały czas pracujemy nad trasą, będzie pewnie podobna do ubiegłorocznej, ale na pewno dorzucimy trochę zmian i niespodzianek. Jedno jest pewno – ścigamy się w Górach Bardzkich i Sowich i łączymy gminę Bardo z gminą Stoszowice.” – czytamy w komunikacie nadamy do redakcji TVregion

W zeszłym roku Gmina Stoszowice, a dokładnie Srebrna Góra miła okazję gość Mistrzostwa Polski XCM PZKol., czyli zawody polegające na wyścigu na specjalnie przygotowanej trasie, którą pokonuje się kilka razy. Trasa tamtego Bike Maratonu przebiegała również przez tereny gminy Bardo. Zarówno to wydarzenie, jak i sama trasa były bardzo chwalone przez zawodników. To właśnie te czynniki skłoniły MTB Bike do starania się o organizację Mistrzostw Polski w kolarstwie górskim.

„Tu zawsze ważnych jest kilka czynników – gościnne, chętne do współpracy i świadome znaczenia sportu masowego władze i atrakcyjne, spełniające szereg kryteriów trasa, która pozwoli nam na zrobienie wyścigu o wysokim poziomie sportowym, ale też da szansę na rywalizację amatorów. Pamiętajmy, że na takiej imprezie spotykają się najlepsi polscy kolarze górscy i jest to dla nich jeden z najważniejszych wyścigów w sezonie oraz setki osób, które jazdę na rowerze górskim traktują rekreacyjnie. Idealnie jest jeśli możemy organizować Bike Maraton w miejscach atrakcyjnych turystycznie, wartych odwiedzenia, z łatwym dojazdem i rozbudowaną bazą noclegową. Tak oczywiście jest właśnie w tym przypadku, z czego bardzo się cieszymy.” – dodają organizatorzy. 

Sudety Środkowe mają doskonałe warunki do organizacji różnego typu zawodów kolarskich. Na ich obszarze zorganizowano w 2021 roku kilkadziesiąt imprez kolarstwa górskiego jak i szosowego. W zeszłym roku podobne imprezy odbyły się m.in. w Srebrnej Górze, w Bielawie i Polanicy-Zdrój.

Remigiusz Biały

Foto: MTB Bike

Samorząd województwa wspiera dolnośląskie uzdrowiska

Wśród wielu inwestycji zaplanowanych na rok 2022 pokaźne środki samorząd województwa zamierza przeznaczyć na dolnośląskie uzdrowiska, których jest właścicielem. W sumie w tym roku do uzdrowisk trafi 17,3 mln złotych, a ponad połowa tej kwoty trafi do spółki Lądek-Długopole S.A. Dziś podczas konferencji prasowej szczegóły planów inwestycyjnych przedstawili wicemarszałek Grzegorz Macko, Joanna Walaszczyk – prezes spółki oraz dyrektor ds. administracyjno-technicznych uzdrowiska Elżbieta Piwońska.

Spółka Uzdrowisko Lądek-Długopole S.A. pozyskane z dokapitalizowania środki zamierza przeznaczyć na termomodernizację Szpitala Uzdrowiskowego „Jubilat” wraz z modernizacją bazy hotelowej i dostosowaniem do wymogów przepisów przeciwpożarowych oraz modernizacją balkonów. Jest to kontynuacja realizacji przedsięwzięcia rozpoczętego w 2019 roku, którego szacunkowy, całkowity koszt wyniesie około 15 mln zł. Spółka zrealizowała do tej pory około 30% zadania, a o dodatkowe dofinansowanie planuje się zwrócić również do Państwowego Funduszu Rehabilitacji osób Niepełnosprawnych.

– Lądek-Zdrój to jedno z najpiękniejszych polskich uzdrowisk. Tym bardziej cieszę się, że możemy ogłosić wsparcie finansowe dla spółki uzdrowiskowej, co poskutkuje remontem obiektu Jubilat, którego zewnętrzna część od lat pozostawała w fatalnym stanie. Jako zarząd województwa zdecydowaliśmy o skierowaniu dodatkowych środków na dolnośląskie uzdrowiska, ponieważ ich rozwój jest dla nas priorytetem – zwłaszcza, że zlokalizowane są one w południowej, sudeckiej części województwa, która przez lata pozostawała niedofinansowana – wyjaśnia wicemarszałek Grzegorz Macko.

W przyszłości spółka planuje kolejne inwestycje. Są wśród nich m.in. wykonanie wentylacji mechanicznej w Zdroju Wojciech i adaptacja pomieszczeń świetlicy Sanatorium Ondraszek. Planowane działania zostały zaplanowane w ramach szerokiego projektu „Odbudowa sektora usług sanatoryjno-uzdrowiskowych w województwie dolnośląskim po kryzysie związanym z COVID-19”.

– Modernizacja obiektu „Jubilat” pozytywnie wpłynie na podniesienie standardów świadczonych usług oraz poprawę bezpieczeństwa klientów i kuracjuszy. Budynek ten jest dla nas obiektem strategicznym, który powstał w latach 70. XX wieku. Dlatego bardzo cieszymy się ze wsparcia finansowego, które wpłynie do nas z budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego – dodaje Joanna Walaszczyk – prezes spółki Lądek-Długopole S.A.

Uzdrowisko Lądek-Długopole S.A. jest jednoosobową spółką Skarbu Państwa, w której 100% udziałów posiada samorząd województwa dolnośląskiego. Głównym źródłem dochodów spółki jest działalność uzdrowiskowa realizowana w ramach kontraktów zawartych z Narodowym Funduszem Zdrowia, Państwowym Funduszem Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, a także usługi pełnopłatne.

AGT

Klasztor Księgi Henrykowskiej

Największa tajemnica Ziemi Ziębickiej to Zespół klasztorny opactwa cysterskiego w Henrykowie. Miejsce z bogatą przeszłością i barokową architekturą. Integralną częścią klasztoru jest Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Jana Chrzciciela. Kompleks położony jest na terenie gminy Ziębice w Powiecie Ząbkowickim. Na liście najcenniejszych atrakcji turystycznych na Dolnym Śląsku obiekt zajmuje wysoką pozycję.

Pierwsze wzmianki o klasztorze pochodzą z 1222 r. To wtedy książęta Śląscy sprowadzili Cystersów na Ziemię Ziębicką i dzięki nim Klasztor mógł się rozwijać. Taki stan rzeczy nie trwał długo, ponieważ  19 lat później klasztor uległ zniszczeniu przez najazd Tatarów, co znacząco zahamowało rozwój. W czasie jego odbudowy powstała Księga Henrykowska.

Księga założenia klasztoru świętej Marii Dziewicy w Henrykowie, znana jako Księga Henrykowska spisana przez Galla Anonima jest największym zabytkiem polskiego piśmiennictwa.  Spisana po łacinie kronika zawierająca najstarsze zapisane zdanie w języku polskim – „Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai”; co współcześnie oznacza „Daj, niech ja pomielę, a ty odpoczywaj”. Oprócz tego księga zawiera  około 120 nazw miejscowości przeważnie z południowo-wschodnich terenów Dolnego Śląska.

Po Wojnie Trzydziestoletniej przypada okres największego rozwoju klasztoru.  Obecny kształt Klasztor zyskał dzięki XVII i XVIII-wiecznej przebudowie i udaje się też w tym okresie opatowi Henrykowi Kahlertowi  spłacić długi. Powstaje zespół barokowych zabudowań które można podziwiać do dziś; kościół klasztorny otrzymał barokowe wyposażenie, w tym ołtarz główny z obrazem “Boże Narodzenie” słynnego śląskiego malarza –  Michała Willmanna.

Na skutek wojen prusko-austriackich z XVIII w. opactwo podupadło. Kres funkcjonowania klasztoru przyniosły wojny napoleońskie. W 1801 władze pruskie zamknęły klasztorne gimnazjum oraz zarekwirowały klasztorną bibliotekę z najbogatszym na Śląsku księgozbiorem. Po ogłoszeniu przez Króla Prus edyktu sekularyzacyjnego mnisi zmuszeni zostali do opuszczenia klasztoru. Opactwo henrykowskie zostało zlikwidowane i przebudowane na potrzeby rezydencjonalne dla Królowej Holandii.  W tamtym okresie urządzono przy klasztorze ogród w stylu włoskim.

W czasie II wojny światowej w budynku klasztoru znajdowała się fabryka wojskowa. Cystersi powrócili tu w 1949 r., odzyskując we władanie kościół klasztorny. W okresie PRL reszta budynków służyła jako magazyn rolniczy czy ośrodek kolonijny. Po roku 1989 zaczęto przywracać miejscu sakralne funkcje. Otwarto tu oddział Seminarium Duchownego Archidiecezji Wrocławskiej i Katolickie Liceum Ogólnokształcące.

Obiekt dostępny jest również dla zwiedzających. Do najciekawszych obiektów należy tajemnicze wnętrze kościoła, gdzie w prezbiterium są przepięknie rzeźbione ławy. Bogato zdobione, pełne postaci aniołów, papieży, kardynałów, biskupów uzupełnione scenami z życia Chrystusa, wykonane z drewna lipowego i dębowego. Oprócz tego zwiedzający mogą podziwiać kaplicę św. Magdaleny Pokutnicy, w której chowano Piastów Ziębickich.

 

Do najcenniejszych zabytków znajdujących się w Henrykowie należy również XVII-wieczna monstrancja  wykonana z pozłacanego srebra, ozdobiona drogocennymi kamieniami. Jest w Kształcie drzewa i przedstawia rodowód Jezusa. Nawiązuje do prorockiej zapowiedzi z Księgi Izajasza, zapowiadającego narodziny Mesjasza. Wykonał ją wrocławski złotnik Christian Mentzel. W czasie II wojny światowej monstrancja zaginęła. Powróciła do Henrykowa dzięki pewnemu mieszkańcowi Kłodzka, który wykupił ją… za kilka butelek bimbru.

 

tekst: Remigiusz Biały
Zdjęcia: AdobeStock